Wybory po papuasku Drukuj
Wpisany przez Jacek Bilik SAC, Krzysztof Morka SAC, Dariusz Woźniak SAC   
piątek, 04 marca 2005 20:59

Z życia misjonarzyNa terenie naszej parafii, Boram, znajduje się jednostka wojskowa. Niedawno była w niej rebelia, która wybuchła "przy okazji" przeprowadzania reorganizacji w wojsku. Część żołnierzy została zwolniona. Oni nie otrzymują emerytur, a tylko ostatnią płacę.

Nie dostali przysługujących im pieniędzy, a więc pozostali w jednostce, choć już nie są żołnierzami. Niektórzy byli nawet dwa lata.

W końcu zbuntowali się, wypędzili wszystkich oficerów, spalili dowództwo jednostki, wzięli broń i opanowali koszary. Karabiny i krótka broń "się rozeszły" - pokradli lub posprzedawali. Rebelianci nie opuszczali jednostki. Trzymali tylko pod kontrolą tych, co nie chcieli się do nich przyłączyć. W końcu zaczęli (chyba z nudów) głupieć - pomalowali się na barwy ochronne, poprzebierali się w moro i zrobili kiedyś "demonstrację siły". Mieli dwa samochody ciężarowe. Położyli na dachu karabin maszynowy i tak jeździli po mieście. Przyjeżdżały delegacje z Port Moresby (stolica), żeby z nimi rozmawiać. W końcu przyjechała armia ze stolicy i w biały dzień ich rozbroiła, bez strzelaniny, bez ofiar. Aresztowano kilkudziesięciu byłych żołnierzy - niektórym grozi nawet dożywocie.

Najdziwniejsze jest to, że choć mieszkamy tak blisko - nic o tym nie wiedzieliśmy. Dowiedzieliśmy się dopiero z wiadomości ze stolicy. Jednostka mieści się na cyplu wysuniętym w morze, w buszu i jak przejeżdża się obok, nic nie widać. Łatwo było ich ...

... odciąć i spacyfikować. Obeszło się bez rozlewu krwi, ale nie udało się odzyskać broni. Ta broń może teraz zostać użyta w rozbojach na drogach, w napadach. Teraz są wybory i może też być wykorzystana w rozgrywkach między kandydatami.
Papuasi w górach biją się po każdych wyborach, bo nie są w stanie pojąć, że ich kandydat przegrał. Na wybrzeżu jest spokojniej - tu już wiedzą, że niekoniecznie akurat ich kandydat musi zwyciężyć. Wszystko jest zorganizowane prawidłowo - jest podział na okręgi. Powiedzmy, że z danego okręgu, zamieszkiwanego przez 20 tys. ludzi był w parlamencie 1 poseł, a teraz jest 21 kandydatów na jedno miejsce. W skali kraju na jedno miejsce jest średnio 30 chętnych. Chodzi tylko o to, by obalić tego, który jest obecnie. Każdy ma receptę jak poprawić sytuację w PNG, ale jak zaczyna działać parlament - widać zaraz ile warte było to gadanie. Tu chodzi tylko o prywatną kieszeń. Teraz zamykają po kolei szpitale, bo nie ma lekarstw. Minister zdrowia obarczył winą Australię, że obiecała ileś milionów dolarów na zakup leków. Rząd australijski mówi jednak, że te pieniądze zostały już dawno przelane do Papui i pyta, gdzie są pieniądze, gdzie są leki?

Jeden z kandydatów, żeby sobie kupić głosy, rozdawał 50-kinowe banknoty. Jest na nich wizerunek pierwszego pana premiera, który w dalszym ciągu jest w parlamencie. Tak się złożyło, że w pewnej miejscowości ten pierwszy kandydat rozdał banknoty w ramach agitacji przedwyborczej, a za kilka dni przyjechał ten drugi. Mieszkańcy mówią mu, że tamten był taki dobry i rozdawał po 50 kina, na co były premier przytomnie odpowiedział: "A czyj wizerunek jest na banknotach?". Przyznali, że jego i usłyszeli: "No bo to jest moja reklamówka wyborcza".

Posłowie, którzy są obecnie w parlamencie, zachęcają nawet, by była jak największa liczba kandydatów w okręgu, bo wtedy mają większe szanse na wygraną - oni mają już swój elektorat, a reszta głosów rozproszy się np. na 20 nie na 2 kandydatów.

Wykształcenie kandydatów jest bardzo kiepskie - przeważnie 3-4 klasa szkoły podstawowej, część szkoła średnia. W ostatniej kadencji na 107 posłów było zaledwie 6, którzy mieli skończony college. W parlamencie są dwie kobiety, w tym jedna biała (to jedna z tych wykształconych osób).
Jak może funkcjonować kraj...

Na podstawie wypowiedzi księży: Jacka Bilika SAC, Krzysztofa Morki SAC, Dariusza Woźniaka SAC