Byłem, zobaczyłem... Drukuj
Wpisany przez Jacek Kustal   
wtorek, 01 marca 2005 23:52

Z życia misjonarzyPrzed wyjazdem do Papui Nowej Gwinei kraj ten znałem jedynie z kilku przeczytanych tekstów oraz ze zdjęć wykonanych przez pallotyńskich misjonarzy tam pracujących. W moich wyobrażeniach była to odległa wyspa na Oceanie Spokojnym.

Pokryta tropikalną roślinnością i zamieszkana przez czarnoskórą ludność, którą z powodu prowadzonego sposobu życia można zaliczyć do najprymitywniejszych grup etnicznych naszej planety.

Kiedy po półtoradobowej podróży samolotem wylądowałem na lotnisku w stolicy Papui - Port Moresby, zostałem mile zaskoczony. Międzynarodowy port lotniczy powitał mnie nowoczesną architekturą i rozwiązaniami technicznymi. Jedynym elementem różniącym ten obiekt od portów lotniczych w innych krajach był dziwny znak zakazu umieszczany zawsze obok znaku zakazu palenia papierosów. Dopiero po przejściu z portu międzynarodowego do krajowego zorientowałem się czego on dotyczył. Przechodząc chodnikiem i oczekując w poczekalni na odlot samolotu z Port Moresby do Wewak, gdzie miałem zamieszkać ...

... w czasie swojego pobytu w Papui, zauważyłem, że co chwilę nadeptuję na czerwono-pomarańczowe plamy. Również usta większości mijanych Papuasów miały taką samą barwę. Okazało się, że większość tubylców, począwszy od nastoletnich dzieci na staruszkach kończąc, żują namiętnie buai - owoc przypominający wyglądem włoski orzech, mający lekkie działanie odurzające. Kolorowe plamy na ziemi były efektem wypluwania przeżutego owocu.

Innym elementem charakterystycznym jest zapach panujący w skupisku ludzkim, jakim jest poczekalnia portu lotniczego. Temperatura i wilgotność powietrza sprawiały, że miałem wrażenie, iż jestem w łaźni. W tych warunkach klimatycznych niektórzy Papuasi potrafią chodzić w butach z cholewami, w skórzanych kurtkach i nosić na głowie czapki, jakich w Polsce używa się, gdy jest dość zimno. Noszenie tych ubiorów jest spowodowane chęcią zaimponowania innym i podkreślenia swojej wartości. Ponadto nawyki higieniczne i warunki mieszkaniowe tubylców odbiegają znacznie od standardów cywilizowanych krajów. Z czasem można jednak było się przyzwyczaić do panującego gorąca, a nawet wrażeń zapachowych.

Kolejną zaskakującą cechą miejscowej ludności, dla kogoś kto pierwszy raz tutaj przybywa, są częste gesty pozdrowienia kierowane ku nieznajomemu przybyszowi. Dotyczy to zarówno kobiet jak i mężczyzn. Po pierwszych kontaktach tworzy się u turysty obraz Papuasów jako ludzi serdecznych i nie mających uprzedzeń. Z późniejszych rozmów przeprowadzonych z misjonarzami wynikło, że nie zawsze było i jest tak dobrze. Okazuje się, że tak jak wszędzie są tutaj ludzie różnego pokroju. Są tacy, od których można uzyskać pomoc, ale często można spotkać się z ludzką nieufnością, jak również zostać napadniętym i pobitym.

Tak jak różni są ludzie, nieprzebrana w różnorodności jest przyroda Papui Nowej Gwinei. Wysoka temperatura połączona z wilgotnością sprzyja wegetacji. Tamtejsza roślinność dostarcza Papuasom wiele naturalnego pożywienia, przede wszystkim wielu odmian bananów, które można spożywać zarówno surowe, jak też gotowane i pieczone. Pragnienie zaspokajają obfitujące w sok kokosy i ananasy. Poza wyżej wymienionymi znanymi nam owocami jest wiele innych, których nie można spotkać w naszych sklepach, a nawet w podręcznikach. W Papui są też uprawiane znane nam gatunki: pomidory, ogórki, kapusta, cebula i ziemniaki, które jednak mogą rosnąć tylko na terenach górskich ponieważ są tam korzystniejsze warunki klimatyczne do ich uprawy. Nad morzem, gdzie leży Wewak, uprawa tych warzyw jest niemożliwa z powodu zbyt wysokiej temperatury. Rośnie tu również kawa i kakao oraz wiele szlachetnych odmian drzew używanych w budownictwie i stolarstwie. Wody mórz i rzek dostarczają dużej ilości różnorodnych gatunków ryb.

Ziemia Papui Nowej Gwinei kryje w sobie wiele surowców naturalnych, między innymi duże złoża złota i ropy naftowej. Jednak z powodu korupcji i niegospodarności tamtejszych władz, mimo intensywnej gospodarki, daje to niewiele zysku Papui jako krajowi, a wzbogaca międzynarodowe korporacje.
Fatalny jest stan nielicznych dróg, a opieka lekarska i szkolnictwo istnieje jedynie dzięki pracy misjonarzy i pomocy zagranicznych organizacji charytatywnych.

Opisując pracę misjonarzy trzeba zaznaczyć, że oprócz typowej posługi duszpasterskiej kapłan musi być tutaj kucharzem, mechanikiem samochodowym, fachowcem od budownictwa, elektrykiem, a także posiadać umiejętność pływania łodzią po rzekach. Pływanie po tamtejszych wodach niesie wiele niebezpiecznych sytuacji. Wymagane są też duże zdolności w prowadzeniu samochodu w bardzo trudnych warunkach terenowych, co uwidacznia się szczególnie podczas obfitych opadów deszczu, kiedy drogi w buszu zamieniają się w rwące potoki. Do niektórych wiosek misjonarz może dotrzeć tylko pieszo, co w tutejszym klimacie wymaga wiele wysiłku.

Praca duszpasterska wymaga też wiele poświęceń. Są to przede wszystkim wyzwania spowodowane przez licznie działające sekty. Starają się one pozyskać swoich członków spośród wiernych Kościoła rzymsko-katolickiego. Również mentalność Papuasów - ich naiwność i tłumaczenie prawd wiary po swojemu przynosi wiele utrudnień w pracy misyjnej. W górskich rejonach Papui dochodziło często do konfliktów pomiędzy wioskami co również dostarczało misjonarzom wielu stresów, a niejednokrotnie zagrażało zdrowiu i życiu. Często na lokalnych drogach zdarzały się napady na przejeżdżających misjonarzy.

Poza misjonarzami trzeba też wspomnieć o pracy żeńskich zgromadzeń niosących posługę w tym odległym kraju. Siostry są nauczycielkami, lekarkami i opiekunkami wszystkich potrzebujących.

Jedną z bardziej pozytywnych cech Papuasów jest ich stosunek do dzieci. Nie ma w tym kraju dzieci porzuconych, niczyich. Nie spotkamy takiej instytucji jak nasze domy dziecka. W przypadku śmierci lub powikłań losowych dzieci są przyjmowane pod opiekę przez bliższą lub dalszą rodzinę, a niejednokrotnie przez obcych ludzi. Tak jak wszędzie można zauważyć pozytywne i negatywne aspekty życia tutejszej ludności. Sposób życia mieszkańców wiosek w buszu i miasteczek jest zróżnicowany. Ludzie w buszu charakteryzują się prymitywnym sposobem życia, nie mają styczności z cywilizacją a jedynymi łącznikami ze światem są misjonarze. Natomiast mieszkańcy miasteczek nasiąkają powoli zachodnim sposobem życia. Jednym ze sposobów zapełniania wolnego czasu jest oglądanie zagranicznych filmów z dostępnej telewizji satelitarnej lub z wideoodtwarzaczy. Szczególnie przypadają Papuasom do gustu filmy z dużą ilością strzelaniny i przemocy. Uwielbiają również tracić pieniądze na zakłady wyścigów konnych. Najdziwniejsze jest to, że w praktyce nie widzieli tego zwierzęcia i niewiele wiedzą na jego temat i wyścigów, które obstawiają. Dużo energii tracą też na emocjonowaniu się rozgrywkami ligi futbolu australijskiego.

Ciekawe, z naszego punktu widzenia, są relacje pomiędzy kobietami a mężczyznami. Zdarzają się przypadki, że mężczyzna posiada kilka żon. Kobieta jest obarczona o wiele większą ilością obowiązków niż ma to miejsce w naszej kulturze. Kobiety w Europie powinny być wdzięczne Opatrzności, że pozwoliła im przyjść na świat w naszym kraju. Gdyby musiały zamienić się z Papuaskami najprawdopodobniej nie byłyby szczęśliwe. Również naszym dzieciom trudno byłoby odnaleźć się w prymitywnej rzeczywistości małych Papuasów. W odróżnieniu od dzieci w Papui, którym naprawdę mało potrzeba do szczęścia nasze pociechy często są zdegustowane, zagubione i znudzone, mimo że cywilizacja dostarcza im coraz więcej możliwości zapełniania wolnego czasu.

Kończąc opisywanie swoich wrażeń z pobytu w Papui stwierdzam, że trzeba włożyć wiele pracy niejednego pokolenia misjonarzy oraz osób i instytucji, które ich wspierają, aby utrwalić już osiągnięte efekty. Przypuszczam, że gdyby w tej chwili brakło misjonarzy, to mimo powołań wśród mieszkańców Papui Nowej Gwinei do żeńskich i męskich zgromadzeń, to trudno byłoby przetrwać tamtejszemu Kościołowi samodzielnie. Kościół w Papui jest jak dziecko i potrzeba mu na razie rodziców jakimi są misjonarze.

Przebywanie w Papui w roli turysty to wielkie przeżycie, natomiast codzienna praca przez okres kilku lat wymaga niezwykłej wytrwałości, odporności psychicznej i poświęceń. Misjonarzy, którzy tam pracują trzeba wspierać tak, aby nie zostawić ich samych sobie, w tym czego dokonują każdego dnia.

Jacek Kustal