Z listów Misjonarza z PNG Drukuj
Wpisany przez Br. Janusz Namyślak SAC   
czwartek, 18 września 2008 20:34

Z życia misjonarzy
Pogoda podczas pierwszej profesji u sióstr Marianitas w Wassisi dopisała. Było to pierwsze powołanie lokalne w tym zgromadzeniu.

Po kilu dniach nieobecności wróciłem do domu w Boram. Z wyprawy do buszu jestem bardzo zadowolony.

Dzisiaj uczestniczyłem we Mszy Świętej dziękczynnej w naszej katedrze z udziałem premiera Somare z okazji 40-lecia jego udziału w życiu politycznym kraju. Po Mszy Świętej było śniadanie i okazja do rozmowy oraz zrobienia pamiątkowego zdjęcia.

W środę rano jadę do Romy z komunią św. - proboszcz na urlopie w kraju, więc w miarę możliwości ...

... pozostali księża obsługują parafię, a ja pomagam w zakresie swoich kompetencji.
Znowu byliśmy odcięci od świata - trzeba było wymienić kabel telefoniczny. Ileż zachodu, żeby to wreszcie doszło do skutku! Wczoraj w końcu kabel telefoniczny został wymieniony - mogę się połączyć. Dzisiaj mieli przyjechać i kłaść kabel w domu, ale nie przyjechali. Typowe. Może jutro?

Od jutra zaczynamy trzydniowe rekolekcje dla młodzieży ze szkoły średniej w Brandi - potrwają do niedzieli.

Ostatniej soboty mieliśmy też sporo pracy. Ale potem był wyjazd na plażę z ministrantami. Tym razem pogoda dopisała wyśmienicie. Spaliłem się na raka.
Natomiast w poniedziałek mieliśmy wspomnienie bł. Pita Torota i ks. Janek zrobił dzień skupienia dla Komunio Ministrów, Sande Lotu Ministrów itp. Po południu odbył się tradycyjny bunkaikai (wspólny posiłek). Wieczorem, na zakończenie wszyscy uczestniczyliśmy we Mszy Świętej.

I tak nam tu leci...

Kabla jeszcze nie położyli do końca. Wczoraj zgłaszałem, żeby przyjechali dokończyć. Obiecali i tak się skończyło. Trzeba będzie znowu jutro jechać i ich pogonić.

Dzisiaj koło południa nasi goście pojechali na kilka dni do Nuku. Miło jak są goście, ale trzeba i trochę ciszy w domu.

W niedzielę zakończyliśmy trzydniowe rekolekcje dla młodzieży. Pełne pozytywnych wrażeń, konkretnych efektów - można powiedzieć: z sukcesem. Choć po powrocie w niedzielny wieczór obaj padaliśmy ze zmęczenia. Chyba nic dziwnego, skoro w piątek zakończenie było prawie o północy, a następnego dnia ok. 23.00. Całość zakończyliśmy w niedzielę o 17.00. Mała kolacja i spanie do rana.

Jutro z ks. Jankiem chcemy pojechać do Mandi, żeby zobaczyć postępy w cięciu drzewa na remont kościoła. Potem, jak pogoda i czas pozwoli, chcemy pojechać zobaczyć parafię Turubu. Parafia ta sąsiaduje z nami i jest ponoć pięknie położona nad oceanem. Wcześniej droga była nieprzejezdna, ale teraz firma zrobiła kapitalny remont i można spokojnie dojechać.

Nasi goście odlecieli. Mieli odlatywać w czwartek po południu, a z trudem "załapali się" na sobotę rano - i to na raty.

Tak więc jesteśmy z ks. Jankiem sami. Ks. Darek jeszcze nie wrócił z wysp, a ks. Paweł pojawi się dopiero za 2 tygodnie. Zdawać by się mogło, że pełny luz. Ale niezupełnie. Dzisiaj zrobiłem remont rynny. Dom jest blisko oceanu więc zasolenie jest duże. Rynna była tak przerdzewiała, że miałem problem jak te wszystkie dziury połatać.

No i mamy rekolekcje Maryjne we wspólnotach. I tak oto płynie nam po dniu.

Br. Janusz Namyślak SAC