Odwiedziny chorych Drukuj
Wpisany przez Ks. Paweł Kotecki SAC   
środa, 04 kwietnia 2007 22:49

Z życia misjonarzyW każdej z naszych parafii, w których pracujemy, jest bardzo wiele osób, które o własnych siłach nie mogą przyjść do kościoła. Borykają się z cierpieniem, chorobą i samotnością. Czas świąt to czas kiedy odwiedzamy osoby chore, przykute do łóżek, opuszczone...

Często jest tak, że przez cały dzień chorzy przebywają u siebie w domu i nie mają nawet do kogo otworzyć ust by porozmawiać. Członkowie rodzin przychodzą wieczorem, kładą się spać a chorzy czują się odrzuceni, niechciani, zepchani na margines życia, wyalienowani... Ksiądz jest często ich jedynym powiernikiem cierpień: tych fizycznych jak ...

... również i duchowych. I choć odwiedziny zajmują zazwyczaj kilka dni, a przemierzone kilometry dają się we znaki nocą gdy łapie skurcz, pozostaje wielka radość ze spotkań.

W jednej z wiosek należącej do parafii Boram mieszka Veronika - nikt nie jest w stanie powiedzieć ile ma lat. Jej córka mówi, że mama pamięta dwie wojny światowe. Veronika nie mówi w pidgin, wyłącznie w języku wioskowym, który dla mnie jest niezrozumiały. Cały dzień spędza w nędznej malutkiej chacie bez okien, z ogniskiem na środku, nad którym suszy się tytoń. Trzy lata temu jak ją odwiedziłem nie rozumiałem o czym mówiła. Ale radość na jej twarzy była wręcz nieopisana. Rok później, gdy ją odwiedziłem ponownie, zaczęła mówić w pidgin. Wszak mówiła tylko "gut nait" i "pater", ale robiła postępy.

Wnuki powiedziały, że to ze względu na księdza, z którym chce sobie porozmawiać zaczęła powoli uczyć się pidgin. W tym roku podczas odwiedzin zaczęła już mówić prostymi zdaniami. I wciąż ta nieopisana radość na twarzy Veroniki ze spotkania.

Chorzy są prawdziwie Wielkim Skarbem Kościoła.

Ks. Paweł Kotecki SAC