Kradzież w kościele Drukuj
Wpisany przez Br. Janusz Namyślak SAC   
wtorek, 07 listopada 2006 07:57

Z życia misjonarzyWe wrześniu, w sobotę wieczorem, ks. Jacek odprawiał Mszę św. z okazji 31-szej rocznicy uzyskania niepodległości przez Papuasów.

Po Mszy św., tak jak zwykle, dokładnie posprawdzałem kościół i pozamykałem wszystkie drzwi. Następnego dnia rano, w niedzielę o 6.30 poszedłem otworzyć kościół i przygotować go do Mszy świętej. Wszedłem do kościoła i wydawało mi się dziwnie pusto. Podszedłem do prezbiterium i zobaczyłem, że nie ma nakrycia na ołtarzu oraz poduszek na fotelu.

Trochę się zdenerwowałem, bo to oznaczało włamanie i kradzież. Stwierdziłem po chwili, że skradzione zostały także: przedłużacz (kilka metrów) do wiecznej lampki, przedłużacz na sześć wejść i automatyczny kontakt do światła na zewnątrz. Poszedłem do zakrystii, zobaczyć czy nie ukradli wzmacniacza ...

... i mikrofonów - tu się jednak nie dostali. Z wielką ulgą odetchnąłem - tabernakulum i Najświętszy Sakrament były bezpieczne, gdyż klucz od tabernakulum znajduje się w zakrystii.

Cóż mogłem zrobić? Poszedłem do domu i powiedziałem ks. Jackowi, co się stało. Potem poszukałem nowego przedłużacza, żeby podłączyć wzmacniacz i mikrofony na Mszę świętą.

Podczas ogłoszeń ks. Jacek powiedział, co się stało i przypomniał wydarzenie sprzed kilku lat - wtedy przyszło do niego (a był wtedy proboszczem w tej parafii) kilku młodych ludzi i przepraszali za zakłócenia, jakie robili w nocy. Zapytał ich o co chodzi. Odpowiedzieli: "Wieczorem trochę popiliśmy miejscowego bimbru (hombru) i w nocy zaczęliśmy rozrabiać. Poszliśmy na teren parafii i chcieliśmy wejść do kościoła. Ale się nie udało, więc zaczęliśmy bić w dzwon. Rano jeszcze trochę rozrabialiśmy w innej części Boram i zgarnęła nas policja. Na komisariacie nas pobili, a jednego z nas zabili. Dostał kolbą w czaszkę. Śmierć na miejscu.

Kiedy nas wypuścili na wolność, zrozumieliśmy, że nasze postępowanie było bardzo złe. Weszliśmy na teren kościelny i dzwoniliśmy dzwonem i za to zostaliśmy ukarani. Dlatego przepraszamy za swój czyn i prosimy, aby ksiądz nam przebaczył. Dajemy słowo, że więcej czegoś takiego nie zrobimy". Przeprosiny zostały przyjęte.

Ks. Jacek poprosił wiernych, aby nie ukrywali złodziei, którzy w niedzielę dokonali kradzieży w kościele. Powiedział im: - W tabernakulum jest obecny Pan Jezus. Kto okrada kościół okrada samego Pana Jezusa. Dzisiaj złodzieje okradli kościół, a jutro mogą okraść was. Zobaczycie, że tych, którzy dopuścili się tego czynu spotka jakaś kara. Tak jak spotkała kilka lat temu innych.

W poniedziałek rano wszystko, co zostało skradzione zwrócono i położono przy drzwiach. Co wpłynęło na to? Strach przed karą Bożą i to, że parafianie wiedzieli dobrze, kto to zrobił. Prawdopodobnie dostali ultimatum, iż wszystko mają oddać, bo jeżeli tego nie zrobią, to zostaną odpowiednio ukarani. Wszystko zakończyło się więc pomyślnie.

Br. Janusz Namyślak SAC