Pozdrowienia z Boiken Drukuj
Wpisany przez Ks. Krzysztof Morka SAC   
niedziela, 03 września 2006 21:48

Z życia misjonarzyKilka dni temu przeżyłem , egzotyczną przygodę. Po raz pierwszy w życiu przyszło mi płynąć lokalną "żaglówką" po oceanie. Jest to rodzaj kanu wydłubanego z dużego pnia drzewa, trochę ulepszone, z dużą płachtą umocowaną sznurkami do "masztu", którym jest zwyczajna tyczka.

Ale to działa. Jest nawet coś w rodzaju małego pokładu, gdzie mogłem usiąść i postawić obok siebie walizkę z mszalnymi paramentami.

Była trzecia po południu i jak na złość ocean był bardzo spokojny - tylko maleńka , bryza. A słońce grzało niemiłosiernie. Przy tym bardzo duże odbicie od wody i ... od razu dało się odczuć na twarzy palące wypieki, a na ustach pęknięcia. Łódką z silnikiem płynie się na wyspę ...

... Karasau ok. 15 min. Mnie zajęło to blisko półtorej godziny i to z pomocą wioseł.

Wieczorem błogosławiłem tam trzy małżenstwa. Później jeszcze spotkanie z kilkoma osobami i po raz pierwszy nocleg na tej wyspie. Nie powiem, przygotowali mi nawet elegancki "lokalny pokoik", ale spanie było na korze drzewnej, tj. na limbum. Już prawie rok jak nie praktykowałem tego stylu spania więc rano ledwo się wyprostowałem, a stare kości czuję jeszcze do tej pory.

Rano ok. dwóch godzin spowiedzi i Msza św. Wracałem do Boiken w ten sam sposób, tylko w samo południe. Też nie było wiatru tylko lekkie powiewy więc trzeba było wiosłować. Dało mi to trochę w kość.

A było to w 16 roku mojego pobytu w PNG... Jednak i po tylu latach coś osobliwego i egzotycznego było mi dane jeszcze przeżyć na Pacyfiku.

Ks. Krzysztof Morka SAC