Patrol - wizyta w kilku parafiach w buszu Drukuj
Wpisany przez Ks. Krzysztof Morka SAC   
poniedziałek, 29 sierpnia 2005 14:54

Z życia misjonarzyWspółbracia Misjonarze jeszcze urlopują, więc kolejny raz odwiedziłem kilka obsługiwanych przez nas parafii. Taki pięciodniowy patrol. Po 80-ciu kilometrach jazdy samochodem dotarłem do pierwszej Stacji.

Mimo, iż przyjazd misjonarza był zapowiadany, na Stacji nie było żywego ducha. Czekałem do wieczora - nikt się nie pojawił, by skorzystać ze Spowiedzi św. Na drugi dzień, około 9 rano zjawiło się kilkanaście osób. Niektórzy skorzystali z Sakramentu pokuty. Uczestniczyli we Mszy św. Zakonsekrowałem Najświętszy Sakrament na najbliższych kilka niedziel i... dalej w drogę.  

Po kolejnych 30-stu kilometrach (w części buszową drogą, z przełożeniem na cztery koła - bo było po deszczu i drogi rozmyte) dojechałem do drugiej Stacji. Tam czekało już pewnie ze 100 uczniów z pobliskiej szkoły na Spowiedź św. Od razu więc do konfesjonału. Po ich wyspowiadaniu myślałem, że nieco odpocznę, ale gdzie tam! Ludzie już się dowiedzieli, że ksiądz przyjechał i uczynili ...

... mnie zajętym tylko tą posługą, aż do zapadnięcia ciemności. Nie miałem już ni sił ni ochoty by coś zjeść, tylko posiedziałem trochę popijając kawę i padłem jak kłoda. Obudził mnie dopiero poranny dzwon. Kawa na otwarcie oczu, kanapka - zjedzona z rozsądku, i dalej do słuchania Spowiedzi św. O 9.00 rano Msza św. z uczestnictwem około 400 osób (uczniowie ze szkoły i wielu starszych). A po Mszy św. zaraz w drogę.

Po przejechaniu następnych 50-ciu km w jednej z wiosek znów półtorej godziny słuchania Spowiedzi św. i następna Msza św. Tuż przed wieczorem dotarłem na Stację położoną 15 km dalej, też padnięty ze zmęczenia. Temperatura i klimat tropiku, trudy jazdy samochodem po tych drogach i trudne sytuacje wynikające z zachowania niektórych ludzi robią swoje!

Przespałem następną noc jak kłoda. W nocy popadało, a na godz. 7.00 rano wyznaczyli pogrzeb młodej matki (pozostawiła sześcioro małych dzieci) w wiosce oddalonej 5 km. Samochodem nie można było jechać, bo droga gliniasta i bardzo śliska. Idąc, trudno było na niektórych odcinkach utrzymać się na nogach. Wróciłem koło południa i znów słuchanie Spowiedzi św., niemalże do wieczora. Z dalszych wiosek też przyszli ludzie, by skorzystać z Sakramentu. Następnego dnia była niedziela. O godz. 10.00 Msza św. Pod jej koniec - z wyczerpania - "urwał mi się film". Trochę odpocząłem, załatwiłem jeszcze kilka parafialnych spraw, zapakowałem samochód i ruszyłem w drogę powrotną do Boram, w Wewak. Dotarłem tam o 3 po południu.

A tam brat Janusz już mnie odpowiednio podjął i zatroszczył się bym mógł odsapnąć, posilić dobrym jedzeniem i podreperować "zdrowie psychiczne".

W listach ludzie często pytają: co wy tam robicie? Więc przedstawiam tylko pięciodniowy wycinek z życia i pracy misjonarza w PNG.

Ks. Krzysztof Morka SAC