Przeciw szamanom Drukuj
Wpisany przez Ks. Krzysztof Morka SAC   
niedziela, 06 marca 2005 19:34

Z życia misjonarzyW Papui Nowej Gwinei ciągle jeszcze problemem są szamani, a dokładniej ich wpływ na ludzi. Szczególnie niebezpieczne są ich działania w wypadku chorób. Potrafią niejednokrotnie pomóc, gdyż znają działanie ziół, ale też znają trucizny, które wywołują śmiertelne choroby.

Jeśli dostaną pieniądze - dadzą antidotum, jeśli nie - umieraj.

Bywa to też wykorzystywane w różnych celach, np. wywołania obłędu. Czasami wystarczy, że tylko postraszą i ktoś wierzy święcie, że np. jest chory - tak silna jest wiara ludzi w ich moc. Oddziaływanie psychiczne może wywołać chorobę fizyczną. Poprzez manipulowanie strachem szamani narzucają w wielu wioskach rytm, tryb życia. Wyjaśniając ludziom pewne sprawy narażam się im bardzo. Ja ich nie straszę, nie robię czarów, ale czasem daję ...

... odczuć, że przeze mnie przemawia wielka moc - moc Boga. To ogromnie ważne osłabić znaczenie szamanów.

Wezwano mnie kiedyś do pewnej wioski: "Ojciec, tam taka dobra kobieta, ma kilkoro dzieci, jest w takim stanie, że pewnie umrze". Poszedłem, sakramentów udzieliłem. Znałem ją, toteż zainteresowało mnie, co jest przyczyną tej choroby -była jak obłąkana, nie umiała się wypowiedzieć. Rozmawiając z ludźmi dowiedziałem się, że jej mąż wziął inną kobietę (konstytucja wprawdzie tego zabrania, ale to częsta praktyka) i stara żona przeszkadzała mu. Zastosowano więc środki usunięcia żony niby naturalnie. Kiedy się o tym dowiedziałem natychmiast proszę, żeby jej mąż koniecznie jeszcze dzisiaj do mnie przyszedł. Nie było go na miejscu, poszedł do innej wioski i nie dotarł tego dnia. Za to następnego dnia był wczesnym rankiem: "Ojciec, bo ty chciałeś ze mną rozmawiać". Rozmawiamy, pytam co z jego żoną, a on mówi, że coś zjadła. Znałem go i wiedziałem, że można zadziałać strachem.

Mówię więc: "Wiesz, ja nie jestem głupi i znalazłem przyczynę choroby twojej żony. Ona nie jest chora, bo coś zjadła i jej zaszkodziło. Ty jesteś przyczyną jej choroby. Pójdziesz teraz do niej ze swoimi ludźmi i doprowadzisz wszystko do porządku. Jeśli tego nie zrobisz ja powiem, że ty zabiłeś swoją żonę". Za kilka dni była niedziela i ta kobieta zdrowiuteńka do kościoła przyszła. A chorowała z półtora miesiąca.

Mąż, jeden z wioskowych bigmanów, dostał nauczkę i wie, że nie można księdza lekceważyć. Smutne jest to, że to kiedyś był katolik, ale od kiedy wziął drugą kobietę wszystko poszło w złym kierunku.

Ks. Krzysztof Morka SAC