Wreszcie stanął dom Drukuj
Wpisany przez Budowniczowie   

Dnia 31 Maja 2011. Po 18 roboczych tygodniach udało nam się zakończyć budowę domu na stacji w parafii Roma, gdzie swą posługę pełnił Ks. Jacek Bilik SAC.

Zaczęło się niepozornie od zainicjowania przez proboszcza akcji zbiórki funduszy na budowę nowej plebani zwanej po naszemu ?domem ojca?. Dobre dwa lata organizowania i zbierania funduszy zaowocowały kapitałem wyjściowym, pozwalającym rozpocząć budowę. Trzeba tu dodaj jednocześnie, że jak do tej pory w całej historii naszej diecezji jest to pierwszy taki przypadek, kiedy plebania powstaje mocą i sumptem parafian i proboszcza tylko.

O  materiały zadbał Ks. Jacek. Budowa na dobre zaczęła się w styczniu ubiegłego roku, kiedy to na postawione posty zaczęliśmy stawiać kolejne elementy konstrukcji, wcześniej przez nas wykonane. W tym samym czasie Ks. Jacek zadbał, by wszystkie inne elementy będące bardziej przyjazne kornikom i termitom przestały takimi być i zaimpregnował je mniej smakowitymi środkami. Dwa miesiące pracy zaobfitowało zamknięciem domu drzwiami na klucz. W budowie czynny udział brali parafianie, którzy nie ustawali w systematycznym jej okadzaniu dymem z prawie tony tytoniu jaką przy tym wypalili. Ze względu jednak na obowiązki duszpasterskie jakie również na nas czekały musiała nastąpić przerwa w pracach. Kolejne kilka wizyt na budowie popchnęły nieco prace do przodu. Domek na dwudziestu kilku ?kurzych nóżkach? pozostał  w spoczynku do następnej sesji. Teraz zaczęło się najgorsze ? wykończenie całości.

Stawianie konstrukcji wymaga pracy i materiału, ale przynajmniej widać efekty, ale wykańczanie pochłania ogrom czasu, a efekty są mało widoczne. Ale bez tego nie da się ukończyć dzieła.

Tegoroczne wzmagania rozpoczęliśmy w połowie. W kolejne sześć tygodni uległy nam ściany wewnętrzne, sufity, instalacje wodna, kanalizacyjna i elektryczna no i oczywiście najważniejsze pomieszczenie w każdym domu: łazienka i toaleta. Tutaj nie da się podłączyć do niczego, bo w buszu nie ma nic. Całą infrastrukturę trzeba zbudować od podstaw i aż do końca. Okna i siatki przeciw komarom były już praktycznie formalnością.  Zostało nam jeszcze malowanie i budowa ?elektrowni?. Brat Janusz dzielnie walczył podczas całej budowy z każdym zadaniem jakie przede nim stawało, ale malowanie to był ?majstersztyk?. Nadchodził Wielki Post i Święta Wielkanocne, więc trzeba było znów wysłać budowę na wakacje.

W maju tego roku pojechaliśmy wystawić elektrownię. Szumna to nazwa, ale prąd na stacji misyjnej też jest potrzebny. Wciągu tygodnia powstała więc chata na generator i zapas paliwa do niego. Takie trzy na trzy metry pomieszczono z porządnym fundamentem, które musi być nieco bardziej zabezpieczone, przed tymi co mogli by mieć chrapkę na generator ? a takich nigdzie tu nie brakuje. Na koniec zbudowaliśmy jeszcze barierki na werandach i przy schodach, by ktoś uciekając przed dopiero co przez siebie wkurzonym proboszczem nie musiał się uczyć niepotrzebnie latać. Metr z małym haczykiem do ziemi, to jeszcze lot, ale lądowanie mogłoby być mniej komfortowe.

Teraz mogliśmy spokojnie odgwizdać fajrant i zasiąść na laurach po pracy. Zaryglowaliśmy więc drzwi i udaliśmy się do miasta Wewak. Meblowanie pozostanie w gestii gospodarza domu. 

Pozostało jeszcze tylko słowo podzięki. Serdeczne dzięki składamy na ręce wszystkich, którzy przyczynili się do powstania tego domu, zarówno modlitewnym, materialnym, czy fizycznym udziałem. Niech wichry i trzęsienia ziemi go nie przemogą.

Budowniczowie