Śmierć bramą nowego życia Drukuj
Wpisany przez Ks. Jan Rykała SAC   
środa, 04 listopada 2009 22:12

Misjonarze pisząMiesiąc listopad nastraja nas refleksyjnie i pomaga nam myśleć o przemijaniu, śmierci. Jest to zwykle temat, o którym nie mówimy łatwo, bo wiąże się on z cierpieniem towarzyszącym stracie naszych bliskich, przyjaciół, cierpieniem, którego jesteśmy świadkami, a nie możemy temu zaradzić i czujemy się wobec niego bezsilni.

Spróbujmy spojrzeć na to oczami wiary, bo tylko ona może nam pomóc ujrzeć światło w ciemności, sens w bezsensie i cierpieniu. Sam jestem obecnie w takim czasie kiedy rozważam te rzeczy, bo sam doświadczyłem straty kogoś bardzo bliskiego, bo 1 października zmarła moja Mama. Chociaż z jednej strony mogliśmy się tego spodziewać , jako rodzina, bo Mama od paru lat chorowała na serce, to jednak zawsze odsuwało się tę myśl na później, że to jeszcze nie teraz.

Pamiętam, kiedy żegnałem się z Mamą przy końcu lipca wracając ...

... z urlopu do Papui, Mama powiedziała mi, że to może ostatni raz. Chociaż brałem to pod uwagę, to jednak myślałem, że za dwa lata znowu spotkamy się w domu, gdzie będzie na mnie czekała - jak zawsze. Stało się jednak inaczej.

Z początkiem września Mama trafiła do szpitala i wyglądało na to, że uda się problemowi zaradzić lub ból złagodzić. Jednak po trzech tygodniach wywiązała się sprawa z jelitami i szybko okazało się, że są to już ostatnie godziny. Trudno było mi z dalekiej Papui przyjąć to wszystko bezstresowo. Dzięki telefonii komórkowej byłem w kontakcie z moją siostrą, która czuwała przy Mamie i patrzyła jak ona gasła w oczach. Pozostała mi tylko modlitwa i kaplica, gdzie z Chrystusem, Matką Bożą i Janem Pawłem II rozmawiałem o tych sprawach i to dawało mi siłę do codziennych zmagań i pracy, która musiała toczyć się normalnym torem.

Musiałem sam sobie odpowiedzieć na pytanie czy tak naprawdę wierzę w to co głoszę innym o ofierze cierpienia i śmierci, o oczekiwaniu zmartwychwstania, o nadziei życia wiecznego, o zapłacie od Pana Boga za życie sprawiedliwe i uczciwe, o pociesze płynącej z wiary, o miłości, która jest ponad wszystko. Były to zmagania, które musiałem podjąć sam, bo oczywiście w tym czasie doznałem wiele współczucia i umocnienia ze strony moich współbraci, misjonarzy, moich parafian, ale we wnętrzu człowiek może doznać pociechy tylko od Boga, wiara dotyka człowieka jeśli się wierzy i daje moc w ciemności i cierpieniu.

Uczyłem się wtedy modlić na nowo, bo jak św. Paweł mówi, że często nie wiemy o co powinniśmy się modlić i jak się modlić, choć w modlitwie nie jesteśmy pierwszoklasistami, ale jest to nasza codzienność od wielu lat. Początkowo modliłem się o zdrowie, potem o wolę Bożą, a na koniec o dobrą śmierć, a po śmierci o życie wieczne. Doświadczyłem wielkiej mocy tej modlitwy z jednej strony swojej bezradności, ale z drugiej - mocy i miłosierdzia Bożego.

Dane mi było pojechać na pogrzeb do Polski. Udało się załatwić bilet w miarę szybko. Moja Mama była człowiekiem modlitwy, wiele modliła się na różańcu i jakby Maryja wynagrodziła Jej to, bo pogrzeb był w święto Matki Bożej Różańcowej, 7 października, a pogoda była jak w lecie, z pięknym słońcem i 20 stopniami, mimo, że poprzednie dni były zimne i deszczowe, a w następne nawet posypało śniegiem. Teraz po powrocie z pogrzebu i krótkim pobycie z rodziną jest listopad i prawie codziennie Msze św. za zmarłych, które odprawiam na mojej parafii. Zachęcam moich parafian do licznego w nich udziału i modlitwy za zmarłych. Odpowiedź jest generalnie pozytywna i sporo ludzi przychodzi. To wszystko dzieje się wieczorami, bo wtedy nasi ludzie mają czas i można spokojnie sprawować liturgię. Atmosfera nocy nastraja i pomaga w rozważaniach nad odchodzeniem, śmiercią, życiem wiecznym.

To wszystko pomaga doświadczyć głębiej tego w co człowiek wierzy i głosi innym: że śmierć nie jest końcem, ale przejściem, że jest bramą do wieczności, że tam, po drugiej stronie, oczekuje na nas miłosierny Ojciec, który naprawdę pragnie, aby wszyscy byli zbawieni i doszli do poznania prawdy i wynagradza sprawiedliwym, także my, którzy ciągle żyjemy możemy to zobaczyć, doświadczyć i chwalić miłosierdzie Boże, które robi wszystko co możliwe, aby ludzie uwierzyli nawet wtedy, kiedy ich dusze są czarne jak noc i wydawałoby się, że nie ma już nadziei.

Możemy więc mieć ufność, a wiara jest naszą przewodniczką, i miłość, która nigdy nie zawodzi nawet gdyby wszyscy zawiedli.

Ks. Jan Rykała SAC