Ślub Moniki i Kacpra w Boram Drukuj
Wpisany przez Ks. Paweł Kotecki SAC   
niedziela, 10 września 2006 20:38

Misjonarze pisząNie, to nie kaczka dziennikarska. 3 września 2006r. o godzinie 9.00 rano rozpoczęliśmy tę niecodzienną uroczystość. A zaczęło się prozaicznie: ot, telefon zadzwonił. W słuchawce miły głos i słowa: "chcielibyśmy - o ile to możliwe - zawrzeć związek małżeński w Papui Nowej Gwinei".

Nadzwyczajne posiedzenie naszej Delegatury i decyzja: very welcome!

Jak już wspomniałem była to niecodzienna uroczystość. Po raz pierwszy Młodzi z Polski przyjechali w tym celu do Papui. Na spotkaniu z liderami parafii wspomniałem o tym wydarzeniu. Były różne pomysły: zaprosić telewizję, radio, prasę... Przez kilka tygodni ...

... parafianie przygotowywali się do tego wydarzenia.

Wszystko było przygotowane perfekcyjnie: śpiewy, procesje, wspólne jedzenie na zakończenie uroczystości. Mówią, że nie ma wesela bez tańców. Tak więc Panna Młoda wraz z kobietami papuaskimi tańczyła w rytm wystukiwanych przez mężczyzn papuaskich i Pana Młodego melodii na kundu (bębenek). Szymon, jak na świadka przystało dzielnie spisywał się uwieczniając wszystko na video i zdjęciach.

Kacper, Monika i Szymon przypadli do serca parafianom z Boram i choć podczas wypowiadanych słów przysięgi głos nie załamał się nikomu, w ciszy kościoła słychać było delikatne szlochanie parafian, a po złożonej przysiędze gromkie oklaski będące wyrazem radości. Tego dnia drzwi do naszego domu nie zamykały się. Co parę minut przychodzili ludzie by jeszcze raz uściskać dłoń nowożeńcom i podarować skromne prezenty dzieląc się tym co mają.

Przez tydzień pobytu Kacpra, Moniki i Szymona zobaczyli oni miejsca gdzie pracujemy: Warabung, Roma, Ulupu. Mieli okazję popłynąć na bezludną wyspę w okolicach Boiken, połapać trochę ryb w oceanie i spalić się w tropikalnym słońcu.

 

W ubiegłą środę odlecieli w kierunku Polski. Ale w naszych modlitwach, myślach i sercach są wciąż tu obecni. Niech im Pan Błogosławi.

 

 

 

Ks. Paweł Kotecki SAC