Wypadek Drukuj
Wpisany przez ks. Marian Wierzchowski SAC   

Zbliżały się Święta Wielkanocne 1990 r. Okres Wielkiego Postu już się kończył. Została przed nami jeszcze uroczysta Niedziela Palmowa. W sobotę przed Niedzielą Palmową postanowiłem wyruszyć w podróż. Chciałem odwiedzić jednego z polskich werbistów pracującego w sąsiedniej stacji Ulupu. Rano poinformowałem go przez radio i po śniadaniu ruszyłem w stronę Ulupu. Był wtedy piękny słoneczny dzień, taki jak większość innych.

Nie znałem jeszcze zbyt dobrze drogi, dlatego też zabrałem ze sobą dwóch chłopaków, tak na wszelki wypadek. Niestety, wypadek stał się faktem. Po przejechaniu może 10 km na jednym z zakrętów Highway wpadłem w poślizg i po potrójnym przekoziołkowaniu znalazłem się na dachu, oparty o drzewo w głębokim na 18 m rowie. Samochód praktycznie nie nadawał się do jazdy. Było to bardzo przykre przeżycie na początku mojej misjonarskiej drogi, tym bardziej, że samochód pożyczyłem od proboszcza.

Najbardziej bałem się o Pitera, który siedział obok mnie. W pewnym momencie zobaczyłem jego nogi wystające przez boczne okno samochodu. Ogarnął mnie strach. Wiedziałem, czym mogłoby się to zakończyć. Kiedy samochód oparł się na drzewie, wyśliznąłem się szybko oknem. Bałem się, że przetoczyłem się po nim samochodem. Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłem Pitera, leżącego pod samochodem - zabrakło 20 cm, aby go zgnieść. Opowiedział mi potem, co czuł, kiedy samochód się toczył. Nie miał już żadnych szans, aby uciec. Zamknął oczy i czekał, aż ta kupa blachy przetoczy się po nim. I nagle zauważył jak krawędź samochodu oparła się o drzewo. Kiedy stanęliśmy nad tą kupą pogiętej blachy, ja oczywiście zdenerwowany i załamany, Piter powiedział: ?Pomódlmy się i podziękujmy Bogu za to, że żyjemy?. Odmówiliśmy wspólnie ?Ojcze nasz? w pidgin i piechotą ruszyliśmy do Yangoru.

Przybyłem do stacji. Ksiądz Toth przyjął mnie bardzo życzliwie. Niestety, uraz prowadzenia samochodu po papuaskich drogach pozostał. Jeszcze przez dość długi czas śniła mi się trawa wpychająca się do samochodu przez przednią szybę.

ks. Marian Wierzchowski SAC