Sakrament Chorych - konsekracja cierpienia Drukuj
Wpisany przez Ks. Krzysztof Morka SAC   

Bryła ?czegoś? sama w sobie też ma swoje piękno, ale czemu służy?
Dopiero gdy się ją ?obrobi?, nada kształt, formę ? jest użyteczna, na coś wskazuje, coś wyraża, czemuś służy... A ?obróbka? sprawia ból, ale po niej pojawia się ?coś? konkretnego, użytecznego, pomocnego.

Cierpienie, ból ? jest obróbką człowieka!

Tak po ludzku biorąc, to co boli, gnębi ? jest czymś niedobrym, a człowiek (ze swej natury) buntuje się i za wszelką cenę dąży do odrzucenia tego, co boli, pozbycia się źródła bólu i jego przyczyny. Niekiedy nawet ?strajkuje?.

Nie rozumiejąc istoty cierpienia, całą swoją energię kieruje ku przezwyciężeniu źródła bólu myśląc, że
? on sam..., siłą swej woli... da radę.
Czy jednak naprawdę człowiek sam może dać wszystkiemu radę?
Czy wszystko tylko od niego zależy i od jego woli?
Gdyby sam siebie powołał do bytu, stworzył, to może i owszem, ale...?!
Nawet wierzący ? cierpiąc ? zapominają, co dokonało się przez cierpienie i absolutnie niezawinioną
śmierć Jezusa.
Słuchamy wdzięcznie i nawet z wielkim współczuciem o cierpieniu i heroicznych aktach..., ale innych ludzi! Natomiast gdy cierpienie nas dotyka ? jaką przyjmujemy postawę?
W mojej misyjnej pracy najczęściej spotykam się z interpretacją, że cierpienie i ból to kara za grzechy i zło, które człowiek popełnił w swoim życiu, a sakrament chorych jest przyjmowany jako ?wieko do trumny? ? w rozumieniu, że zaraz po jego przyjęciu musi nastąpić zgon.

Można ocenić: no tak, prymitywne papuaskie myślenie! A my, ukształtowani chrześcijanie, jaką postawę przyjmujemy wobec cierpienia, bólu czy sakramentu chorych?

Najczęściej tak: wiele lat z daleka od Boga, troska o zaspokojenie własnych zachcianek, usilne wypełnianie swojej woli ? a teraz Pan Bóg ingeruje cierpieniem w życie człowieka. Czy potrafimy to przyjąć? Czy nie traktujemy sakramentu chorych podobnie jak Papuasi?

Ileż tu misjonarz wkłada trudu, by wytłumaczyć, że cierpienie przykuwa do łóżka, ale ludzkiemu duchowi pomaga się wyzwolić i zwrócić na nowo do Stwórcy!

Pamiętam dwoje staruszków, żyjących z dala od wioski, nad brzegiem rzeki. Ich dorosłe dzieci już dawno opuściły domowe gniazdo. żyli samotnie. Wcześniej widywałem ich w kościele, ale przestali przychodzić. Staruszka zaniemogła, a on opiekował się nią. Gdy cierpiała, zawołał mnie, by udzielić jej ostatniej posługi. Zadbał, by przed śmiercią przyjęła sakrament chorych z Wiatykiem. Zadbał też o jej chrześcijański pochówek. Miesiąc po jej śmierci sam zaniemógł. Wezwał mnie natychmiast, bo czuł, że umiera. Mimo ulewnego deszczu i bardzo błotnistej drogi przez dżunglę, poszedłem. Czekał. W momencie namaszczenia świętymi olejami skonał z radosnym wyrazem twarzy.

 

Przyjmowanie cierpienia i bólu, starości, śmierci ? zależy wyłącznie od naszej dojrzałości w wierze.
Kilka starszych osób z Polski koresponduje ze mną. Nie znam ich, nigdy ich nie spotkałem. Piszą
o swoich trudnościach życiowych, radościach. Ale jako ludzie starsi często piszą także o swoich dolegliwościach. Piszą, że cierpią za misje. Swoje cierpienie ofiarowały także:
? siostra Helena od wielu lat chora na gościec postępujący. Wiedziała, że wyjeżdżam na misje. W dniu moich święceń dała mi prezent, wyrażony słowami: ?Do śmierci wszystkie moje cierpienia i bóle ofiarowuję za ciebie i za twoją misyjną posługę?.
? moja Mama. Dzień przed Jej śmiercią było mi dane jeszcze się z Nią spotkać. Po spowiedzi i po sakramencie chorych, który przyjęła, powiedziała mi na ucho, bardzo słabym głosem: ?Synu, to wszystko dla ciebie, bo czuję, że tobie jest najtrudniej ze wszystkich moich dzieci. Nigdy mi nie mówiłeś o swoim trudnym życiu, ale ja i tak to wyczuwałam?. A wiem, że przed śmiercią bardzo cierpiała.

Cierpienie ofiarowane w jakiejś intencji jest naprawdę wielkim darem. Ja mogę coś na ten temat powiedzieć i dać świadectwo. Bo to, że przez tyle lat tu jestem i pracuję, czyż nie jest zasługą wyżej wspomnianych Dobrodziejów? Oni ofiarowali czy nadal ofiarowują swoje cierpienie, by Ewangelia była głoszona także Papuasom.

Ofiara ich cierpienia i bólu poprzez sakrament chorych dała ostateczne świadectwo ich przynależności do Boga i potwierdziła to.

W Polsce ? po wielekroć sam słyszałem ? coraz powszechniejszym staje się powiedzenie: ?Starość to się jednak Panu Bogu nie udała!?. Czyżby?

A starość ? wypełniona cierpieniem, bólem, ofiarą ? Jana Pawła II, czyżby Panu Bogu się nie udała i była bezsensowna? On, po dobrym wypełnieniu posługi, nadanej mu przez Najwyższego, ze spokojnym sumieniem wyraził ostatnią wolę: ?Pozwólcie mi odejść do domu Ojca? ? czy możemy to nazwać nieudanym?

No tak, ale jeśli człowiek koncentruje się wyłącznie na własnym bólu, dolegliwościach, coraz bardziej ograniczonej sprawności fizycznej, na coraz częstszym ?strzykaniu w kościach?... i całą energię kieruje ku zdobyciu leku, by to wszystko uśmierzyć i na nowo stać się młodym, sprawnym... a nie myśli o nadaniu wartości temu, czego doświadcza... ? jego życie staje się tylko pasmem narzekań i rozgoryczonych dni.
A na starość, poprzez różne bóle natury fizycznej czy duchowej, Bóg chce w końcu nas ?obrobić? i wyzwolić naszego ducha oraz ukierunkować go ? według własnej woli (jeśli człowiek wcześniej na to nie ze-zwalał), uczynić go użytecznym...

Cierpienie, ból, starość ? to jeszcze jedna szansa, którą daje nam Bóg, by nas przekonać, że to, co ziemskie nie jest wieczne i bezpowrotnie przeminie!
Często w modlitwie mówimy: ?Któryś za nas cierpiał rany...?
?I Ty, Któraś współcierpiała...?
I my możemy współcierpieć ? by pomóc Chrystusowi przemieniać ludzkie serca i ten świat, by w końcu Jego Królestwo obejmowało coraz szersze kręgi!

Mam wielką prośbę do Ludzi Cierpiących, Starszych: Może Ktoś z Was dołączy swoją ofiarę bólu, cierpienia czy starości za nieznanych misjonarzy czy za ludzi, wśród których pracują, głosząc Ewangelię. Z mojego doświadczenia wiem, jak pomocna jest taka ofiara w samotnej pracy misjonarza. Proszę, zakonsekrujcie swoje cierpienie ? tzn. ofiarujcie w intencji misji.

Ks. Krzysztof Morka SAC
Źródło: Horyzonty Misyjne 34 (1/2006)