Misyjny słowniczek - część XII Drukuj
Wpisany przez Ks. Jan Rykała SAC   
niedziela, 01 października 2006 23:11

CiekawostkiS. Strapienia misjonarza
Pogoda w znaczący sposób wpływa na stan dróg misyjnych. Jeżeli jest sucho to nawet po najbardziej rozbitych drogach da się przejechać, natomiast w przypadku deszczu jazda tymi drogami jest niebezpieczna, bo można się zakopać w błocie, nie móc przejechać przez wezbraną rzekę, popsuć lub zniszczyć samochód - jazda po błotnistych i pełnych dziur drogach nie jest przyjemnością. Ważny jest stan samochodu. Kiedy jest nowy i sprawny - nie ma problemu, ale w miarę zużycia zaczyna się psuć, a warsztat naprawczy znajduje się daleko w mieście.

Kiedy samochód się popsuje gdzieś w buszu, to albo się go naprawi, jeśli jest to coś drobnego, a misjonarz zna się na tym albo trzeba zostawić go, oczywiście pod ...

... czyjąś opieką, i wrócić na stację misyjną, by następnego dnia, drogą radiową, wezwać pomoc. Z samochodem wiąże się też troska o zabezpieczenie sobie paliwa do pracy misyjnej, które trzeba w beczkach przytransportować na stację misyjną, a że od strony dieceżji, są pewne obostrzenia co do ilości paliwa na każdą parafię, trzeba się też trochę natrudzić, żeby to załatwić.

Utrzymanie i remonty domu misjonarza, kościoła parafialnego i filialnych to kolejne troski misjonarza. Trzeba zadbać o ich dobry stan, który bardzo skutecznie naruszają białe mrówki (termity), spędzające sen z oczu każdego misjonarza. Plagą krajów misyjnych są komary roznoszące malarię, więc trzeba dbać, by nie było dziur w siatkach zabezpieczających okna przed dostępem komarów, a jeśli białe mrówki zniszczyły belki lub ściany trzeba je naprawić. Utrzymywanie domów w czystości, mycie ścian, które łatwo zachodzą wilgocią, pleśnią. Troską jest oczywiście zdobycie pieniędzy na te wszystkie sprawy.

Wielkim obciążeniem dla misjonarza jest budowa domu parafialnego, czy kościoła, bo na jego głowie jest zgromadzenie pieniędzy, materiałów, nadzór nad pracownikami lokalnymi. W tych wszystkich sprawach misjonarz pozostawiony jest samemu sobie, to on musi decydować, główkować, szukać, tego oczekują od niego ludzie lokalni. Strapieniem są na pewno przechodzone choroby, a przede wszystkim malaria, która wywołuje wielkie osłabienie organizmu, i którą zwykle misjonarz przechodzi leżąc sam w swoim domu. Strapieniem są kradzieże i napady na misjonarza.

Strapieniem jest też bezradność misjonarza wobec lokalnych obyczajów, tradycji pogańskiej czy całkowita bezsilność wobec form przemocy w rodzinach.

Ciąg dalszy nastąpi...
Ks. Jan Rykała SAC