Kompenseisin - odszkodowanie Drukuj
Wpisany przez Ks. Jacek Bilik SAC   
czwartek, 10 sierpnia 2006 22:31

CiekawostkiTutejsze obyczaje są takie, że można Papuasów podzielić na tych, co właśnie zapłacili odszkodowanie, są w trakcie płacenia lub też będą płacić.

Właściwie w Papui można zapłacić odszkodowanie za wszystko, bo każda okazja do wyciągnięcia pieniędzy jest dobra. Jednym z najbardziej rozpowszechnionych odszkodowań jest płacenie za ziemię. W Papui nie ma kawałka ziemi niczyjej, dlatego tzw. papa bilong graun, czyli właściciele ziemi, bezustannie żądają odszkodowań za ziemię, którą kiedyś sprzedali bądź oddali w użytkowanie. Nieważne, że otrzymali za nią zapłatę, co kilka lat żądają dopłaty. W Wewak przez wiele lat nie można było otworzyć kawałka wybudowanej obwodnicy, bo "papy bilong graun" ją blokowali. Dopiero kiedy otrzymali kilkaset tysięcy ...

... odszkodowania, droga została otwarta. Jednakże pieniądze nie posłużyły wiosce w rozwoju, gdyż kilku liderów zgarnęło forsę i w krótkim czasie przepuściło w stolicy kraju.
Nie ma w Papui prowincji, gdzie taki proceder nie miałby miejsca.

Odszkodowanie można jednak płacić za rzeczy z pozoru mało ważne. Kilka lat temu, będąc jeszcze w Chimbu, jechałem odprawić Mszę św. do jednej z filii w parafii. Nagle z krzaków wyleciał jakiś kundel i wpadł mi pod samochód - nawet nie było czasu zahamować. Wtedy jak spod ziemi pojawili się Papuasi wrzeszczący, że zabiłem ich psa. Zatrzymałem samochód, podbiegli z krzykiem, że mam zapłacić odszkodowanie. Nieważne, że nie było w tym mojej winy. W tym momencie obejrzałem się i zobaczyłem, że pies podniósł się, otrzepał i uciekł. Pokazałem, że psu nic się nie stało i odjechałem.

Na drugi dzień ludzie ci przychodzą, pokazują ogon psa i mówią, że pies przyszedł do domu i padł, a więc jednak muszę zapłacić to odszkodowanie. Mimo targów musiałem zapłacić 50 kina, bo gdybym nie zapłacił, nie mógłbym przejechać tamtą drogą bez problemów. Wielu parafian przyglądało się tym całym targom w milczeniu. Dopiero gdy ci ludzie poszli, kilku odzyskało nagle mowę i stwierdziło, że pewnie sami później zabili psa i zjedli go, a sytuację wykorzystali, aby wyciągnąć pieniądze.

A gdy w grę wchodzi choroba bądź śmierć, z odszkodowaniami rozpoczyna się cały, iście cyrkowy, ceremoniał.

Kilka lat temu w prowincji Chimbu miał miejsce wypadek samochodowy. Kierowca załadował burtę samochodu workami z kawą - tyle ile dało się zmieścić. Na tych workach usiadło jeszcze kilka osób. Poza tym kilka osób weszło do kabiny. Samochód nie wytrzymał tego obciążenia i na wąskich górskich drogach stoczył się w przepaść. Ci, którzy siedzieli w kabinie i nie zdołali wyskoczyć zginęli. Po pewnym czasie do właściciela samochodu przyszedł elegancko napisany na komputerze list z... zaświatów. List od kierowcy, który zginął w wypadku, a w nim słowa: "To Twoja wina, że zginąłem w wypadku, bo wiedziałeś, że jestem niedoświadczonym kierowcą, a wysłałeś mnie po kawę".

Czyż nie jest to cwany sposób wyłudzenia odszkodowania? Wielu Papuasów, opowiadających tę historię, było święcie przekonanych, że list pochodził od zmarłego.

W tej samej prowincji w jednym z miejsc samochód stoczył się w przepaść. Zginęło kilka osób. Ludzie z miejsca, w którym wydarzył się wypadek, wydobyli ciała z wraku i zażądali od rodzin zabitych, że jeżeli chcą zabrać ciała, muszą najpierw zapłacić odszkodowania.

Przykłady o odszkodowaniach można by mnożyć i czasami można dojść do przekonania, że pierwszym słowem, które Papuas wypowiada, pojawiając się na tym świecie nie jest "mama" czy "tata", ale "kompeseisin".

Ks. Jacek Bilik SAC