Polowanie na sandepita - scenka z misyjnej codzienności Drukuj
Wpisany przez Ks. Krzysztof Morka SAC   
sobota, 10 grudnia 2005 18:49

CiekawostkiWiem, co to znaczy, ból po ukąszeniu "robaczka" zwanego sandepit. Blisko doba niemiłosiernego bólu z dużą opuchlizną. W Turinghi - w domu - zabiłem ich już wiele, bo cementowa posadzka (chłodna i wilgotna) jest rajem dla nich.

Są bardzo aktywne nocą. Światło wpędza je w kryjówki - szczeliny w popękanym cemencie lub w zaciemnione kąty.

Trzy noce temu zauważyłem jednego, ale nim znalazłem coś by go unieszkodliwić - już mi umknął. Nie miałem spokoju. Przetrząsnąłem cały dom. Przy okazji zabiłem dwa mniejsze, ale tego dużego, w odcieniu brązu i czerwieni - nie znalazłem. Przez dwie noce ...

... wstawałem po kilka razy, by go wypatrzeć, jednak bez rezultatu. Nawet sen był niespokojny, ze względu na to, że mógł wejść do łóżka. A bywało już i tak.

Dziś, przed świtem, też przeszukiwałem dom. Bezskutecznie. Chciałem usiąść na moim stałym miejscu, ale coś mnie tchnęło. Nigdy wcześniej tego nie robiłem, ale podniosłem gąbkę na foteliku z kandy i... Siedział tam sobie grzecznie! Tym razem byłem już przygotowany na spotkanie z nim.

Gdy go unieszkodliwiłem, usiadłem z wielką ulgą i wtedy pomyślałem: a gdyby mnie tak ukąsił w tę "zacną" część ciała? To dopiero miałbym się z pyszna! Ani nikomu pokazać, ni poprosić o pomoc!

Potwierdziła się stara zasada misyjnego życia w dżungli: "Nie stawiaj nogi w miejscu, póki nie widzisz gdzie stawiasz! Nie siadaj, póki nie sprawdzisz gdzie siadasz!"

Ks. Krzysztof Morka SAC