Misyjny słowniczek Drukuj
Wpisany przez Ks. Jan Rykała SAC   
wtorek, 17 maja 2005 20:16

CiekawostkiA. Aklimatyzacja
PNG jest krajem tropikalnym, gdzie panuje klimat wilgotny i gorący, toteż przyjeżdżający z Europy muszą się zaaklimatyzować. Pamiętam, że kiedy w parę dni po przyjeździe wziąłem się do sprzątania domu w tempie takim jak w Polsce - dosłownie po kilku minutach byłem zlany potem, który spływał po mnie stróżkami, a jego krople spadały na podłogę.

Było to niezbyt przyjemne doświadczenie, z którego wnioski musiałem zaakceptować jako część życia i pracy w tamtym klimacie. Ze względu na wysokie temperatury: 35 stopni w cieniu w dzień, a 27-28 w nocy obfite pocenie się jest tam częścią życia mimo, że chodzi się bardzo lekko ubranym.

Chodzi się zwykle w krótkich spodniach i krótkiej koszulce, w klapkach czy sandałach. Konieczne jest nakrycie głowy z powodu bardzo ...

... silnego słońca. Ze względu na ubytek wody w organizmie przez pocenie się, konieczne jest wypijanie dużej ilości płynów, by to uzupełnić. A poci się tam człowiek na okrągło - podczas posiłków, pracy, chodzenia. Warunek nieodzowny - przyzwyczaić się do zapachu swego potu.

Tempo pracy jest tam inne, powolniejsze, nikomu nigdzie się nie spieszy. Czas w PNG płynie nie według zegarka, który i tak niewiele osób posiada, lecz według słońca. Najbardziej sprzyjającymi porami do pracy na zewnątrz jest czas od rana do południa, późne popołudnie i wieczór, kiedy temperatura powietrza nie jest za wysoka. W południe jest obowiązkowa siesta, czyli przerwa na odpoczynek, krótki sen.

B. Buai
Kiedy wylądowałem na lotnisku w Port Moresby - stolicy PNG - i po przejściu kontroli paszportowej spacerowałem przed wejściem, czekając aż ktoś po mnie wreszcie przyjedzie, przyglądałem się ludziom, którzy byli przed lotniskiem. Zauważyłem, że coś przeżuwają, że mają krwistoczerwone usta, że wypluwają coś o tym samym kolorze tworząc czerwone plamy na chodniku. Pomyślałem: "czy oni wciąż są kanibalami?". Nie mogłem wtedy wiedzieć, że żuli orzech o nazwie lokalnej buai, który, przeżuwany z kwiatem pewnej rośliny o nazwie dakha oraz proszkiem zrobionym ze startych muszli zwanym kamban, powoduje lekkie odurzenie.

Kiedyś żucie buaiu, zarezerwowane dla tzw. wielkich ludzi czyli przywódców plemiennych, klanowych, było formą powitania kogoś znacznego - zapraszano go do wspólnego żucia tego orzecha.

Teraz zwyczaj ten zaniknął i prawie wszyscy ludzie, włączając nawet czasami dzieci, żują buai, chociaż powoduje to zniszczenie kubków smakowych (wielu Papuasów nie czuje smaku), a ponadto u wielu osób jest przyczyną zachorowań na raka jamy ustnej. Ten zwyczaj jednak tak wrósł w lokalną kulturę, że wszelkie nawoływanie, by go porzucić lub zastąpić czymś innym, np. gumą do żucia, jest nieskuteczne.

Ciąg dalszy nastąpi...
Ks. Jan Rykała SAC