Tematy
Modlitwa za misjonarzy PDF Drukuj Email
Wpisany przez Redakcja PNG   
wtorek, 01 marca 2005 21:36

Modlitwa za misjonarzyBoże, Ty powołałeś misjonarzy, aby z czcią głosili Ewangelię tym, którzy Cię jeszcze nie znają. Za ich przyczyną wielu ludzi Ciebie poznało jako Stwórcę i Odkupiciela. Naucz ich jeszcze większej miłości, naucz ich Twego Słowa. W Tobie Boże ich siła i moc.

Ty jesteś ich Wspomożycielem, oni całym sercem lgną do Ciebie. Nie opuszczaj ich nawet w małej potrzebie. Misjonarze Twoi, idąć przez radość i cierpienie, wiedzą, że Ty czuwasz nad nimi. Pozwól, aby odważnie pomagali ludziom nie znającym Ciebie, aby okazywali im miłość, cierpliwość i zrozumienie. Wysłuchaj modlitwy i daj misjonarzom jak największe Twoje łaski.

Marek Długosz

 
Niedziela misjonarza PDF Drukuj Email
Wpisany przez Redakcja PNG   
wtorek, 01 marca 2005 21:28

Z życia misjonarzyNiedzielny poranek w Marui. Okolice jeszcze osłaniają ostatnie mroki nocy. Słychać w oddali pianie kogutów. W domu budzi mnie hałas krzątającego się w kuchni księdza Krzysztofa. Jako gospodarz, wstał pierwszy i sprawnie rozpoczął przygotowania do niedzielnej wyprawy pastoralnej.

Ostatnia noc była wyjątkowo chłodna. Wydawać się to może dziwne, ale w klimacie tropikalnym też można dostać kataru i przeziębić się. Wstałem z łóżka, witając nowy dzień salwami kichnięć. Z głębi domu dobiegło mnie &bdquo, Na zdrowie!&rdquo, . Teraz wszystkie poranne czynności potoczyły się utartym torem: modlitwa poranna, kubek gorącej herbaty, walizka z przyborami do odprawienia mszy świętej do ręki - i w drogę. ,

Parafia, w której obecnie się znajduję położona jest nad rzeką Sepik. Do wielu stacji misyjnych, których proboszczem jest już wspomniany przeze mnie ksiądz Krzysztof Morka, można dotrzeć jedynie łódką. Ruszam więc w kierunku rzeki. Na brzegu czeka na mnie, jak zawsze dobrze zorganizowany, proboszcz. Silnik już jest przymocowany, zbiorniki z paliwem rozstawione w odpowiednim porządku, aby zachować dobry ...

", "

... balans łodzi. Wejście do łodzi przysparza mi wiele kłopotów. Od 5 miesięcy mamy w Papui Nowej Gwinei porę suchą, woda w rzece opadła ok. 3 m poniżej normalnego poziomu. Zatem zejście po stromym, gliniastym i obsuwającym się zboczu bez upadku, wymaga od nas nieco zdolności akrobatycznych. Szczęśliwie udało mi się pokonać te trudności.

Wprawnym ruchem ręki, pociągając za linkę, ksiądz Krzysztof uruchamia motor. I już w promieniach wschodzącego słońca, po spokojnej, leniwie płynącej rzece, mkniemy do umówionych wiosek na niedzielną liturgię. Po drodze zatrzymujemy się tylko na chwilę w kilku miejscach, aby przekazać ludziom pocztę, którą przywieźliśmy w ostatnim tygodniu z miasta. Po przeszło godzinnym spływie dotarliśmy do wioski Palembai. Tu znowu musiałem wspinać się po &bdquo, zboczu&rdquo, rzeki. Pomagał mi w tej wspinaczce jeden z liderów, który jest prawie o połowę niższy ode mnie. Wyglądało to nieco humorystycznie, zatem dzieci stojące nad brzegiem miały okazję do pośmiania się.

Ksiądz Krzysztof popłynął dalej. Przypłynie tu po mnie po zakończeniu Mszy św., którą odprawi w sąsiedniej wiosce.

Lider, który ma mnie zaprowadzić na miejsce celebracji liturgii, przeprosił mnie, że będę musiał chwilę zaczekać, bo jeszcze się nie umył - wskoczył więc, tak jak stał, w spodniach i podkoszulku, do rzeki, pomachał trochę rękami, podrapał się po głowie. I już był wykąpany. Wszedł po drabinie do swego domu, aby założyć &bdquo, niedzielne&rdquo, , suche ubranie. I już był gotowy do drogi.

Głośny warkot silnika zwrócił naszą uwagę. Rozległ się nagle okrzyk: &bdquo, Turyści!&rdquo, . Przed momentem nie było w ogóle widać ludzi, a tu w ciągu jednej minuty wzdłuż drogi, wiodącej do centralnej części wioski, kobiety, dzieci oraz kilku młodych mężczyzn zaczęło rozkładać &bdquo, kramiki&rdquo, - plastikowe worki, na których układali rzeźby, korale, tradycyjne maski, przedmioty kultu i codziennego użytku. Handel z turystami jest jedynym źródłem dochodu dla mieszkańców wioski, toteż każda rodzina otwierała swój &bdquo, kramik&rdquo, . Mój przewodnik na chwilę zawahał się: &bdquo, Idziemy do wioski przed turystami czy zaczekamy, aż oni przejdą i pójdziemy za nimi?&rdquo, . Starszy mężczyzna poradził nam ruszać natychmiast, co też zrobiliśmy. Typowa, polna droga prowadziła wśród pięknych bananowców i kokosów. Dawały one trochę cienia, przez co droga była wilgotna i śliska, jak posmarowana masłem. Szliśmy ok. 20 minut. Kiedy ludzie zobaczyli nas, szybko przekazali sobie wiadomość: &bdquo, Ksiądz idzie!&rdquo, . Jeszcze tylko przeprawa przez most, którym jest zwalony pień drzewa nad rowem z wodą, i stanąłem przed kościołem, otoczony gromadą ludzi, wśród których była pokaźna grupka dzieci. Na powitanie, tutejszym zwyczajem, każdy chce uściskać rękę przybysza. A ponieważ jestem dość dużych rozmiarów, co śmielsi dotykają moich ramion i poklepują mnie po brzuchu. Już przyzwyczaiłem się do tej formy powitania. I do tego, że dzieci, które widzą mnie pierwszy raz, uciekają w busz, a najmniejsze wrzeszczą przeraźliwie na rękach matek. Jednak zawsze po kilku minutach stajemy się dobrymi znajomymi.

Kościół znajduje się w centralnej części wioski. Usytuowany jest między dwiema pogańskimi świątyniami (tradycyjnymi &bdquo, domami duchów&rdquo, ). Ze względu na częste powodzie podczas pory deszczowej, kościół, tak jak wszystkie domostwa, zbudowano na wysokich palach. Cała konstrukcja kościoła jest drewniana, jedynie dach pokrywa blacha. Wewnątrz muszę się poruszać bardzo ostrożnie, gdyż podłoga wykonana jest z bardzo słabego drewna i wszystko trzęsie się przy każdej zmianie pozycji.

Ustaliliśmy z liderami wioski, że najpierw będę słuchał spowiedzi. W tym czasie przyszła grupa turystów. Obejrzeli wioskę oraz towary handlowe i odjechali. Kobiety sprawnie zwinęły swoje kramy. Kościół powoli zaczął wypełniać się wiernymi.

Warto zaznaczyć, że w tej małej wiosce znajduje się kilka różnych grup wyznaniowych. Największą grupę stanowią katolicy, następne to &bdquo, Asembly of God&rdquo, , Adwentyści Dnia Siódmego, Zjednoczony Kościół Zielonoświątkowców oraz wyznawcy tradycyjnych religii.

Na początku Mszy św. przedstawiłem się wszystkim w kościele. Zaznaczyłem, że przybywając pierwszy raz do tej wioski, chciałbym porównać ich zaangażowanie w liturgię, śpiew i modlitwę ze znanymi mi już z pracy duszpasterskiej miejscami. Taka informacja sprawiła, że odpowiedzialni za śpiewy podczas Mszy św. nieomal pozdzierali sobie struny głosowe. Śpiewali bowiem bardzo głośno, a wtórowała im grupa dzieci, które koniecznie chciały być lepsze w śpiewie od swoich starszych kolegów.

Kiedy zbliżało się już zakończenie Eucharystii, zauważyłem poruszenie na placu rozciągającym się przed kościołem. Od brzegu rzeki zbliżała się nowa grupa turystów i kobiety, które nie uczestniczyły we Mszy św. szybko powtarzały czynności związane z rozkładaniem &bdquo, kramików&rdquo, . Jeszcze dziękczynienie po Komunii świętej, ogłoszenia, podziękowania za wspólną modlitwę oraz pełen entuzjazmu udział w liturgii i zakończyliśmy naszą poranną celebrację.

Ponownie, poruszając się powoli i w miarę delikatnie, doszedłem szczęśliwie do drzwi wejściowych. Poczułem się pewnie dopiero, gdy zszedłem po drabinie i stanąłem na twardym gruncie.

Porozmawiałem z ludźmi przez chwilę, odpowiedziałem na mnóstwo pytań, dotyczących mojej pracy. Zostałem obdarowany kilkoma prezentami i w asyście kilkunastu osób wyruszyliśmy w kierunku biegu rzeki. Kiedy zbliżaliśmy się do Sepiku, usłyszałem znany mi głos - to ks. Krzysztof rozmawiał z grupą swoich parafian, zajadając przy tym soczysty owoc popo.

Ksiądz Krzysztof omówił jeszcze z liderami plan pracy pastoralnej na najbliższe tygodnie i, zabierając ze sobą kilka owoców i warzyw, ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Było już południe. Słońce piekło niemiłosiernie. Musiałem dobrze się okryć przed palącymi promieniami &bdquo, złotej kuli&rdquo, . W połowie drogi zatrzymaliśmy się w wiosce, w której mieszka główny lider parafii księdza Krzysztofa. Jego żona urodziła córkę, toteż zaprosił nas do swojego domu, abyśmy zobaczyli dziecko, a przy okazji posilili się kilkoma bulwami jamu, który ugotowano na mleku kokosowym. Gospodarz domu rozłupał świeży orzech kokosowy i mogłem ugasić pragnienie wypijając z niego słodki i chłodny sok.

Po kilku ustaleniach pastoralnych popłynęliśmy, już teraz bezpośrednio, do naszej stacji w Marui.
Ksiądz Krzysztof wymontował motor z łodzi, wyładowaliśmy opróżnione zbiorniki paliwa. Zabrałem sprzęt liturgiczny i szybko powędrowałem do domu. Była już godzina trzecia po południu. Zabrałem się za przygotowanie posiłku. Dzisiaj mamy sporo świeżych warzyw, jest dynia i jej zielone pędy, które spożywa się tu po ugotowaniu w mleku kokosowym, jak szpinak w Polsce. Dostaliśmy kilka pomidorów i zieloną cebulę, będzie więc można zrobić sałatkę.

Tkwiącego wciąż w kuchni zastał mnie zmrok. Słońce bardzo szybko chowa się za horyzontem, malując tylko na krótką chwilę niebo kolorami tęczy... Teraz rozpoczyna się raj dla jaszczurek, które zaczynają polowanie na owady. Aby uniknąć kłopotów z komarami, których tu jest ogromna ilość, żarówki mamy zamontowane pod dachem za oknami. Światło wpada do mieszkania z zewnątrz, a wokół świecących lamp wirują w szaleńczym tańcu tysiące owadów, głównie komarów.

W takim półmroku trudno czytać książki lub czasopisma. Cóż jednak robić - wieczór jest długi, toteż dlatego przysuwamy się w kierunku okien, ustawiamy książki w najdogodniejszej pozycji, tak, aby jak najwięcej światła padało na stronice i oddajemy się lekturze. Około godziny dziesiątej, przy głośnym chórze żab i nocnych ptaków, udajemy się na spoczynek.

Ks. Andrzej Koźmiński SAC, misjonarz w Papui Nowej Gwinei
Źródło: Horyzonty Misyjne nr 4 (3/1998)



 
Koronacja Matki Bożej Fatimskiej PDF Drukuj Email
Wpisany przez Redakcja PNG   
wtorek, 01 marca 2005 21:24

Z życia misjonarzy13 maja 1998 r. minęła 81 rocznica objawień fatimskich. W parafii Matki Bożej Miłosierdzia w Boram, w niedzielę 10 maja odbyła się niecodzienna uroczystość - koronacja figury Matki Bożej Fatimskiej.

To, niezwykłe na nowogwinejskiej ziemi, wydarzenie zgromadziło rzeszę wiernych, sióstr zakonnych, braci i kapłanów. Uroczystości przewodził tutejszy ks. biskup, Raymond Kalisz w asyście prowincjała SAC, ks. Lesława Gwarka.

Koronę dla Matki Bożej poświęcił papież Jan Paweł II w czerwcu ubiegłego roku podczas pobytu w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach w Zakopanem.

Kiedy wiadomość o tym dotarła do nas, przystąpiliśmy do duchowych przygotowań, poprzedzających koronację. 15 sierpnia 1997 r., podczas uroczystej Mszy św., zostały poświęcone trzy duże różańce, które przekazano członkom Legionu Maryi. Tego dnia z trzech odległych końców naszej parafii, rozpoczęło się modlitewne przygotowanie ...

", "

... rodzin do duchowej koronacji Maryi. Różańce przechodziły z domu do domu, z rąk ojca i matki do rąk dzieci. Każdy mógł przyłączyć się do duchowej korony, jaką chcieliśmy przyozdobić Maryję, a której na imię modlitwa i ofiara. Około 9 miesięcy trwało to splatanie paciorków różańca w Koronę. W październiku do wiosek, osad i dzielnic należących do naszej parafii ruszyła w pielgrzymim pochodzie figura Matki Bożej Fatimskiej. Był to kolejny znak wejścia Maryi w nasze rodziny i środowisko.

Temperatura i napięcie rosło. Ciągle pytano nas kiedy, kiedy wreszcie odbędzie się koronacja. Opatrzność Boża sprawiła, że koronacja figury Matki Bożej mogła się odbyć 10 maja, nieomal w przeddzień rocznicy pierwszego objawienia Maryi w Fatimie.

Ludzie przybywali już od wczesnych godzin rannych. Zaprosiliśmy też parafian ze stacji misyjnych, obsługiwanych przez nas, tj. Turinghi, Burui, Marui.

Mszę świętą rozpoczęliśmy o godz. 9 rano, pod lazurowym niebem, w promieniach słońca, przy huku fal południowego Pacyfiku, rozbijających się o brzeg.

Do ołtarza polowego, znajdującego się w pobliżu naszego domu, poprowadziły nas kobiety - matki z Boram, poruszające się z godnością w rytm skomponowanej przez nie gwinejskiej pieśni.

Biskup Raymond Kalisz przedstawił w homilii biblijny obraz Maryi Matki i Królowej. Wspomniał o fakcie poświęcenia figury Matki Bożej Fatimskiej przez Papieża 6 lipca 1993 r. w Watykanie, podczas wizyty biskupów gwinejskich &bdquo, ad limina&rdquo, . Po homilii kilkudziesięcioosobowa grupa członków Legionu Maryi, w uroczystym pochodzie, wniosła figurę na plac koronacyjny. Radość ludzi objawiła się falą spontanicznych oklasków. Po długiej modlitwie ks. Biskup i ks. Prowincjał nałożyli koronę na figurę Maryi. Powtórnie rozległa się burza oklasków. Odmówiliśmy wszyscy Magnifikat.

Tego dnia bardzo dużo osób przystąpiło do komunii świętej, co dla nas, duszpasterzy, stanowiło ogromny powód do radości.

Na zakończenie ks. Prowincjał umieścił w dłoniach figury Matki Bożej przywieziony z Polski różaniec - wotum i dar.

Z gromkim śpiewem, przy wtórze nowogwinejskich bębenków, wprowadziliśmy ukoronowaną figurę Matki Bożej Fatimskiej do kościoła parafialnego.

Maryjo - jesteś nam Królową, abyśmy teraz my byli Twymi wiernymi i oddanymi oraz kochającymi Cię do końca dziećmi.

Ks. Andrzej Koźmiński SAC, misjonarz w Papui Nowej Gwinei
Źródło: Horyzonty Misyjne&rdquo, nr4 (3/1998)

 
Modlitwa za misjonarzy PDF Drukuj Email
Wpisany przez Redakcja PNG   
wtorek, 01 marca 2005 21:20

Modlitwa za misjonarzy
Panie Boże, naucz nas uwrażliwienia na innych, abyśmy byli prawdziwymi apostołami pokoju.

Naucz nas szacunku wobec innych, abyśmy byli prawdziwymi apostołami wolności.
Naucz nas cierpień innych, abyśmy byli prawdziwymi apostołami sprawiedliwości.
Naucz nas słuchania krzyku innych, abyśmy byli prawdziwymi apostołami miłości.
Naucz nas wierności i odwagi, abyśmy byli prawdziwymi apostołami Kościoła.
Naucz nas życia w prawdzie, abyśmy byli prawdziwymi apostołami wiary.

Jean-Marie Gauthier

 
Rozmowa z ks. Dariuszem Woźniakiem SAC PDF Drukuj Email
Wpisany przez Jolanta Fidura   
wtorek, 01 marca 2005 21:20

Misjonarz opowiadaRed. - Na początek pytanie tradycyjne: jakie były pierwsze wrażenia po przyjeździe do Papui?
Ks.
- Do Papui przyjechałem w 1994 r. Pierwsze wrażenie - jak tu gorąco!
Był to przełom października i listopada, pora sucha. Czerwona ziemia, zero zieleni, duchota, z człowieka leje się pot. Godzina 8 rano. Wszystko pozamykane, nie można się niczego napić.
W Wewak było zupełnie inaczej: piękna zieleń, fantastyczne morze i czekający na lotnisku współbracia, stojący z otwartymi ramionami: "Wreszcie jesteście! Czas do roboty"!

Red. - Jak duża jest parafia Księdza?
Ks. -
Parafie w Papui są dość duże - moja ma 50 km długości i 30 km szerokości. Liczy 30 wsi, znajdujących się w dużej odległości od siebie. Przy tamtejszym klimacie msze można odprawiać tylko rano. Upał po południu jest taki, że można tylko odpoczywać. O 5 po południu robi się chłodniej, a o 6 jest już ciemno. Wieczorem zaś niebezpiecznie jest wracać.
Mocno jest rozbudowana struktura pracowników świeckich: katechetów, ministrów Eucharystii, nauczycieli szkół przedsakramentalnych itp. Bez tego sztabu ludzi ...

Więcej…
 
<< pierwsza < poprzednia 61 62 63 64 65 66 67 68 następna > ostatnia >>

Strona 68 z 68