Z życia misjonarzy
Święta Bożego Narodzenia w krótkich spodenkach PDF Drukuj Email
Wpisany przez Katarzyna Malarz   
piątek, 04 marca 2005 20:48

Z życia misjonarzyOd marca 2001 roku pracuję w Papui Nowej Gwinei jako świecka misjonarka z diecezji krakowskiej. Staram się brać udział w pracy wśród Papuasów np. pomagałam w przygotowaniu dzieci do I Komunii świętej.

Chcę opowiedzieć o moich pierwszych świętach Bożego Narodzenia spędzonych w tropiku.

Przed świętami zastanawiałam się czy ten szczególny czas spędzany po raz pierwszy bez rodziny wypełni tęsknota i smutek czy nie. Pan mi pobłogosławił. Dzięki uprzejmości Księży Pallotynów mogłam się cieszyć polską atmosferą . Wieczerzę wigilijną (na stole pojawiły się tradycyjne potrawy jak barszcz z uszkami i ryba) zjedliśmy dość wcześnie, gdyż ks. Jacek Bilik i ks. Piotr Czerwonka wyruszali odprawić pasterki. Pasterka nie jest o północy, ale zazwyczaj wcześniej. Panuje tu inny rytm życia niż w Polsce, a poza tym trzeba uważać na węże, polujące po zmroku krokodyle i zgodnie z tradycyjnymi wierzeniami - na sangumę czyli złego ducha wcielonego w człowieka, który może zabić lub skrzywdzić.

W niektórych stacjach w buszu zdarza się, że pasterka jest odprawiana o północy, w przypadku gdy kościół jest w wiosce, a mieszkańcy nie boją się przyjść. Ja uczestniczyłam w pasterce, która rozpoczęła się o 19.30. Wystrój kościoła wykonali parafianie. Poniżej ołtarza stała szopka, po lewej stronie ...

Więcej…
 
Ta wieś Roma się nazywa PDF Drukuj Email
Wpisany przez Ks. Krzysztof Morka SAC   
środa, 02 marca 2005 23:43

Z życia misjonarzy
Nazwa Roma kojarzy nam się z Włochami, ale jest też Roma w Papui Nowej Gwinei. I tam właśnie jestem proboszczem. Papuaska Roma to wioska w buszu, jakieś 107 km od Wewak.

Jest to typowa parafia lądowa - dookoła wysokie trawy, strumienie, rzeczki. Pierwszy kościół był kryty liśćmi. Ten obecny zrobiliśmy bardzo prosty - kupiliśmy tylko blachę, gwoździe i cement, a wszystko inne robiliśmy we własnym zakresie. Mieszkańcy wioski sami ściągali drzewa na posty (kolumny), rzeźbili wszystko, nawet ołtarz. Ołtarz jest bardzo ciężki, nieśli go ok. sześciu kilometrów.

Skoro wieś nazywa się Roma &ndash, Rzym, to kościół nosi wezwanie św. Piotra i Pawła i właśnie ich postacie, według własnego wyobrażenia, wyrzeźbili moi parafianie.

Do dekoracji zewnętrznej też zostały wykorzystane rzeźby, a właściwie płaskorzeźby, wykonane na pniu drzewa. Jak na tutejsze warunki są bardzo stare &ndash, mają ok. 80 lat. Najpierw wisiały w Hausboyu, a kiedy powstał pierwszy kościół zostały przeniesione do niego. Jak przyszedłem rzeźby leżały pod ...

Więcej…
 
Znowu jest pokój! PDF Drukuj Email
Wpisany przez Ks. Jan Rykała SAC   
środa, 02 marca 2005 23:27

Z życia misjonarzyChociaż opuściłem już placówkę w Neragaymie, w górach Papui Nowej Gwinei, to jednak ciągle mówię o tej parafii "moja parafia" - w końcu byłem tam 4 lata i przeżyłem bardzo wiele, szczególnie w czasie toczących się tam wojen plemiennych.

Tę sytuację trochę znacie Państwo z moich wcześniejszych listów, publikowanych w "Horyzontach Misyjnych".

Było to tak wielkie przeżycie, że wciąż żywo tkwi w mojej pamięci. Stale myślałem co robić, żeby mimo wszystko tych ludzi zbliżać do Pana Boga - przede wszystkim potrzebna była modlitwa, a więc jeździłem gdzie mogłem i modliliśmy się.
Wielkie doświadczenie przeżyłem na sam koniec pracy w górach. My cały czas pracowaliśmy, by ich pogodzić w czasie wojen - toczyły się równocześnie 4 wojny plemienne, w różnych częściach parafii. Do kościoła przychodziła jedna część albo trzeba było jeździć do obu. Nie mogli się spotkać. Nieraz trzeba było nawet zakazywać komunii św. i spowiedzi, bo jeśli nie są pojednani ze sobą, to nie mogą przystąpić do sakramentów. Dobrze, że chodzili do kościoła, to się ...

Więcej…
 
Być kobietą... po papuasku PDF Drukuj Email
Wpisany przez Ks. Krzysztof Morka SAC   
środa, 02 marca 2005 23:24

Z życia misjonarzyGdy nowonarodzone dziecko ma znamiona Ewy, radość towarzyszy temu wydarzeniu. Najbardziej cieszą się kuzyni, gdyż po "nastu" latach oni skorzystają, biorąc pieniądze za tzw. braidprais (w moim regionie ok. 800$, w górskiej części PNG - do kilkudziesięciu świń, a w stolicy nawet samochód). Jego wysokość zależy od umiejętności i wykształcenia kobiety.

Ojciec nie cieszy się zbytnio, gdyż wie, że będzie musiał łożyć na wychowanie i wykształcenie córki, lecz nie będzie miał zbytniej pomocy ani późniejszych korzyści. Bardzo często dziewczynki nie są posyłane do szkoły.

Wzrasta więc taka potencjalna kobieta, przyuczając się jedynie do zajęć jej przynależnych, czyli: całkowitej uległości i podporządkowaniu się mężowi, rodzenia dzieci, opieki nad nimi, ciężkiej pracy w ogrodzie i zaradzenia wszystkiemu "w domu i zagrodzie".

My, przybysze z innej cywilizacji, nazywamy to po prostu "kobiecym targiem". To przecież sprzedawanie kobiety, jak świni (niezwykle cenionej przez Papuasów) czy jakiegoś przedmiotu. Po dokonaniu takiej transakcji kobieta "sprzedana" przechodzi na własność klanu swego męża. Kobieta wcześniej przeważnie nie zna zbyt dobrze ...

Więcej…
 
Jeden dzień z życia papuaskiej rodziny PDF Drukuj Email
Wpisany przez Ks. Krzysztof Morka SAC   
środa, 02 marca 2005 22:38

Z życia misjonarzyCiemno jeszcze, lecz w chacie - zbudowanej na palach, o ścianach z gałęzi palm sago, pokrytej liśćmi z tejże palmy ?trzęsie się ?podłoga?, zrobiona z długich pasm kory palmy, zwanej limbum. Słychać szelest moskitier (siatek chroniących przed komarami).

To niektórzy mieszkańcy domu chcą, korzystając z ciemności, załatwić swoje potrzeby fizjologiczne, gdyż później, w blasku słońca, trzeba szukać ustronnego miejsca daleko w dżungli.

Potem ten, kto czuje się już wyspany, rozpala ognisko w przeznaczonej ku temu części chaty lub pod nią, siada i grzeje się. Mężczyźni popalają papierosy, skręty z liści miejscowego tytoniu, zawiniętego w gazetę, a kobiety sprawdzają co zostało do jedzenia z poprzedniego dnia. Czekają, aż słońce będzie grzać i oświetlać, by przypadkiem nie nadziać się na jadowite gady lub robaki (sandepit).

Gdy już wszystko obudzi się do życia, wtedy kobiety przynoszą banany, które, zależnie od gatunku, są pieczone w ognisku lub gotowane w garnku, ustawionym na ognisku. Banany zastępowane są czasem przez placki robione z mączki sagowej, wypłukiwanej z palmy sago. To właśnie jest najczęściej pierwszym posiłkiem dnia.

Papuasi nie mają wspólnego stołu. Każdy zabiera swoją część, pałaszuje i rusza do swoich zajęć. Niektóre dzieci idą do szkoły, jeśli nie jest to czas wakacji. Mniejsze zostają z mamą, a większe szukają jakiegoś zajęcia. Ojciec, w zależności od potrzeby chwili, może sobie wyznaczyć najróżniejsze zajęcia: iść z dzidą na polowanie, wycinać nowy ogród ...

Więcej…
 
<< pierwsza < poprzednia 11 12 13 14 15 16 17 18 19 następna > ostatnia >>

Strona 16 z 19