Na misyjnym szlaku
Pidgin PDF Drukuj Email
Wpisany przez ks. Marian Wierzchowski SAC   

Stopniowo poznawałem język, który też poniekąd stawał się cząstką mnie. Język pidgin jest odmianą języka angielskiego, pidgin english. Niestety oprócz wielu słówek nie ma wiele wspólnego z angielskim. Konstrukcje zdaniowe tworzy się w trzech prostych czasach. Całe piękno tego języka polega na używaniu opisów. Ponieważ został utworzony przez ludzi białych, a właściwie przez Chińczyków, którzy po przyjeździe do Nowej Gwinei chcieli wykorzystać tubylców do pracy na własnych plantacjach palm kokosowych, nie znali jeszcze dobrze języka angielskiego, dlatego pidgin fonetycznie przypomina angielski. Pisownia nie ma nic z nim wspólnego.

Ciekawą sprawą jest powstanie samego słowa pidgin - które nie wywodzi się od słowa angielskiego pigin - ptak, ale od słowa biznes, które po kolejnych ewolucjach przyjęło ostateczną formę ?pidgin?. Był to język biznesu. Jedyny język w jakim biali byli w stanie dogadać się z tubylcami. Jak już wcześniej wspomniałem język bardzo prosty. Nie ma w nim żadnej odmiany przez przypadki, co czyni go łatwym w uczeniu. Bardzo często powtarza się słowo: bilong oraz końcówka pela, która nadaje językowi charakterystyczne brzmienie i rytm. Jeden z naszych pallotyńskich przełożonych, ks. Lesław Gwarek, wyraził się dość ciekawie o tym języku: ?Jeżeli poznasz Felę, to nie masz problemu z językiem pidgin.?

 

Więcej…
 
Wyprawy do buszu PDF Drukuj Email
Wpisany przez ks. Marian Wierzchowski SAC   

Zauważyłem, że do stacji zaczęło przychodzić dość dużo młodych ludzi. Pytali o mnie. Spędzaliśmy wiele czasu na opowiadaniu i słuchaniu różnego rodzaju historyjek.
Pewnego razu postanowiłem wybrać się na szczyt Mount Turu. Powiedziałem o tym przybyłym do stacji chłopakom. Ucieszyli się z tego, bo przecież taka wyprawa to co najmniej cały dzień, a co za tym idzie - jedzenie, jakie ojciec (czyli ja) będzie musiał zabrać, no i oczywiście podzielić się z nimi. Ustaliliśmy termin wyprawy. Powiedziałem o tym proboszczowi. Posłuchał mnie uważnie, a następnie powiedział: ?Tak naprawdę, to nie polecałbym ci tej wyprawy ze względu na wioski adwentystów, jakie będziesz mijał po drodze, ale skoro tak bardzo chcesz, to nie ma sprawy?.

Planowanego dnia ruszyliśmy wcześnie rano. Była nas dość spora grupa, a po drodze przyłączyło się jeszcze kilku chłopaków. Ostatecznie cała wyprawa liczyła 12 osób. Wziąłem ze sobą dwa plecaki jedzenia - w większości były to słodkie ziemniaki, parę puszek mielonki, kilka kiści bananów, popa i ananasy. Plecaki dałem chłopakom, którzy sami garnęli się do noszenia. Wczesnym rankiem byliśmy już na trasie. Po kilku kilometrach mijaliśmy pierwszą wioskę Adwentystów Dnia Siódmego. Prawdopodobnie było jeszcze za wcześnie, aby stało się cokolwiek. Minęliśmy tylko parę kobiet zdążających na market.

Więcej…
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 następna > ostatnia >>

Strona 3 z 3