Ciekawostki
Co widział 'Jasiu' sto lat temu w Papui - opowieść piąta PDF Drukuj Email
Wpisany przez ks. SAC WD   
poniedziałek, 12 listopada 2012 14:08

Dość ważnym elementem życia wyspiarzy,  było podróżowanie na stały ląd lub między wyspami. Znając mniej więcej zachowanie się morza o poszczególnych porach roku, dość regularne zmiany sezonowe wiatru, sztormów i pory deszczowe, z góry układali swe plany podróżnicze. A lubili podróżować, bo przecież sami (ich przodkowie) kiedyś wyruszyli z głównego lądu na podbój wysp. Teraz w okresie spokojnego morza i wiatrów, zwanych RAY – wiejących ze wschodu wyruszali w rejs.

Całość eskapady poprzedzał jak zwykle odpowiedni rytuał i obrzęd. Trzeba było załatwić sprawy z duchami, bo przeciecz morze to nie przelewki. Duże kanoe mogące pomieścić nawet kilkanaście osób, zaopatrzone w maszt i żagiel oraz odpowiednią platformę na górze, ruszały w morze na jego łaskę i niełaskę. Głównie chodziło o wymianę handlową, utrzymanie więzi z rodzinami i klanami oraz wymianę informacji i niekiedy nawet poszukiwanie nowych panien do małżeństw.
Najpierw do brzegu, do swoich, a później wzdłuż wybrzeża najczęściej na zachód do sąsiadów. Gdy w ciągu kilku miesięcy zaczęły zamieniać się wiatry na zachodnie same pchały ich z powrotem do domu. Umiejętność wykorzystywania sprzyjających sił natury gwarantowały powodzenie całej wyprawie i ułatwiały zadanie.
Powracający witani byli niemal jak bohaterowie przywożący prezenty i wieści oraz to czego nie było na wyspie. Poddawani odpowiednim czynnościom, zgodnie z „kastomem” kończono wyprawę odpowiednim obrzędem.

Więcej…
 
Co widział 'Jasiu' sto lat temu w Papui - opowieść czwarta PDF Drukuj Email
Wpisany przez ks. SAC WD   
wtorek, 21 lutego 2012 12:50

Jasio sobie rósł, aż w końcu przestał być chłopcem. Na progu do dorosłości stawała więc inicjacja. Dość specyficzny obrzęd za zamkniętymi drzwiami. Różnie to wygląda w różnych miejscach i rejonach. Wspólnym mianownikiem wszystkich chyba jest jednak wtajemniczenie, edukacja i oczywiście sprawdzenie odporności na ból.

To ostatnie miało istotne znaczenie w przypadku walki i wojen. Dorosły miał się nie bać bólu i być na niego odpornym. W dorzeczu Sepik’u bardzo charakterystycznym znakiem zewnętrznym było tzw. „cięcie skóry” – symbol wyjścia  cało ze spotkania z krokodylem i osiągnięcia odpowiedniej siły. W innych rejonach takim znakiem była forma obrzezania. Mieszkańcy wysp różnią się od siebie w zależności od tego skąd przybyli pierwsi osadnicy, to taki kastom ze sobą przywiewali.

Więcej…
 
Co widział 'Jasiu' sto lat temu w Papui - opowieść trzecia PDF Drukuj Email
Wpisany przez ks. SAC WD   
czwartek, 29 września 2011 11:07

Biegający po wsi mały Jasio patrzył jak chłopy budowały domy, robiły kanu, pracowali i balowali. Ważnym elementem były również spotkania i nasiadówki w "haus boy", ale tam jeszcze miał zakaz wejścia. Patrzył jak kobiety przygotowywały posiłki (tu prawie zawsze gotuje się na zewnątrz, a nie w domu), dbały o dom, robiły odzież i ozdoby.

Widział jak mama i inne niewiasty, z niewiadomego mu powodu znikały co miesiąc na jakiś czas w zakazanym mu miejscu zwanym "haus tambu". (Taki dom dla niewiast na czas menstruacji. Wówczas nie wolno było im przebywać tam gdzie są "chłopy". Mocno wierzono, że krew kobiety odbiera moc mężczyźnie. Co przy zupełnym braku bielizny i nam znanym naszym obyczajom mogło mieć częste miejsce. Lepiej więc było się przed tym odpowiednio zabezpieczyć odsyłając niewiasty w miejsce dla chłopów zakazane. A swoją drogą taki tydzień laby co miesiąc od obowiązków domowych pewnie nie jednej pani by się marzył.) Jasio biegał, bawił się i rozrabiał z innymi. Patrząc uczył się, a wzrastając w siły brał czynny udział u pracach wspólnych, lub zastrzeżonych tylko dla młodzieży.  Czasem zbierał cięgi od innych, a czasem od rodziny za odpowiednio, nieodpowiednie zachowanie i czyny.

Więcej…
 
Co widział 'Jasiu' sto lat temu w Papui - opowieść druga PDF Drukuj Email
Wpisany przez ks. SAC WD   
piątek, 12 sierpnia 2011 12:13

By rodzina i wieś miały co jeść trzeba by coś posadzić - czyli zrobić "ogród", lub coś upolować. Nie ma o czym gadać gdy są traktory, maszyna i narzędzia. Zupełnie inna historia, gdy do dyspozycji jest tylko ogień, kamienna siekiera i jakiś patyk.

Tu dodam tylko, że las tropikalny w zasadzie się nie pali. Jest zbyt wilgotny. Aby ściąć choćby drzewo, to nie wystarczy walić w nie kamienną siekierą. Zupełnie nieskuteczne.

Takie drzewo obłupuje się najpierw z kory, poczym odpowiednio się je opala i później również odpowiednio - obtłukuje, i tak aż do oczekiwanego skutku. Później pora na następne i następne, aż padnie kawałek dżungli. Łatwo powiedzieć gdy sprawa z uschniętym, czy spróchniałym, ale ze zdrowym i wybujałym zaczyna prawdziwa "zabawa".

 

Więcej…
 
Co widział 'Jasiu' sto lat temu w Papui PDF Drukuj Email
Wpisany przez ks. SAC WD   
piątek, 08 lipca 2011 08:42

Kiedy poczynał się nowy człowiek, rodzice musieli zapewnić mu prawidłowe warunki do zaistnienia. Ówczesna wiedza i prawo nakazywały minimum dwumiesięczne, (a bywało w niektórych rejonach, że i trzymiesięczne) poczynanie nowego potomka.

Dzień po dniu pracowano nad jego prawidłowym zaistnieniem. Zawsze później inni mogliby zarzucić ojcu, jeśli dziecko urodziło się ułomne, że dopuścił się zaniedbań w swym tak ważnym obowiązku, a to wielki wstyd. Taka była wiedza o życiu przekazywana podczas edukacji seksualnej w czasie przygotowania do życia - również w "haus boju", a później praktykowana.

Kiedy więc przychodził na świat nowy człowiek, rodził się on w specjalnym miejscu i domu zwanym "haus karim" (czyt.: dom porodowy), wyznaczonym przez starszyznę i to zazwyczaj w odosobnionym miejscu. Nowa matka, przez ten czas pozostawała pod opieką doświadczonych wioskowych "położnych", a później jeszcze kilka tygodni - nawet do miesiąca, by w końcu przynieść do domu nowego potomka w pełni swej okazałości.

 

Więcej…
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 1 z 11