Być kobietą... po papuasku PDF Drukuj Email
Wpisany przez Ks. Krzysztof Morka SAC   
środa, 02 marca 2005 23:24

Z życia misjonarzyGdy nowonarodzone dziecko ma znamiona Ewy, radość towarzyszy temu wydarzeniu. Najbardziej cieszą się kuzyni, gdyż po "nastu" latach oni skorzystają, biorąc pieniądze za tzw. braidprais (w moim regionie ok. 800$, w górskiej części PNG - do kilkudziesięciu świń, a w stolicy nawet samochód). Jego wysokość zależy od umiejętności i wykształcenia kobiety.

Ojciec nie cieszy się zbytnio, gdyż wie, że będzie musiał łożyć na wychowanie i wykształcenie córki, lecz nie będzie miał zbytniej pomocy ani późniejszych korzyści. Bardzo często dziewczynki nie są posyłane do szkoły.

Wzrasta więc taka potencjalna kobieta, przyuczając się jedynie do zajęć jej przynależnych, czyli: całkowitej uległości i podporządkowaniu się mężowi, rodzenia dzieci, opieki nad nimi, ciężkiej pracy w ogrodzie i zaradzenia wszystkiemu "w domu i zagrodzie".

My, przybysze z innej cywilizacji, nazywamy to po prostu "kobiecym targiem". To przecież sprzedawanie kobiety, jak świni (niezwykle cenionej przez Papuasów) czy jakiegoś przedmiotu. Po dokonaniu takiej transakcji kobieta "sprzedana" przechodzi na własność klanu swego męża. Kobieta wcześniej przeważnie nie zna zbyt dobrze ...

... swego męża i nie darzy go uczuciem, które dawałoby jej motywację do bycia jego częścią na całe życie. O jej losie zdecydowały dwa klany.

Kobiecie nie jest dane o czymkolwiek decydować, a nawet nie może zabierać głosu, chyba że w kłótni, co nie jest tu rzadkością.

Pod względem socjalnym jej świat różni się diametralnie od świata mężczyzny. Jest ona kimś drugorzędnym, spełniającym wolę męża. Często żony mogą usłyszeć od swoich mężów: "Kupiłem cię za duże pieniądze, więc musisz słuchać i robić to, co ja ci każę!". A po takim stwierdzeniu mąż używa wobec niej jeszcze większego argumentu - przemocy fizycznej.

Często się zdarza, że kobieta ma dziecko nie będąc jeszcze mężatką. Została zgwałcona i nikt się tym nie przejmuje i nie pomoże jej, "bo to jej wina, nie mężczyzny". Taka kobieta może już tylko "pójść" na drugą czy którąś z kolei żonę.

Jeżeli kobieta zostaje wdową, nie może żyć samotnie, z dziećmi. Jest własnością klanu. Została kupiona dla jednego z członków klanu, toteż klan o niej decyduje. Wtedy bierze ją &bdquo, w opiekę&rdquo, brat męża lub któryś z jego krewnych, by okazać jej miłość wyłącznie w sensie biblijnym...

Wiele musi znieść kobieta papuaska. Akceptuje taki styl życia, bo nie zna innej formy, a od pierwszych dni swego świadomego życia jest do tego przyuczana i wprowadzana. Bicie przez męża uznaje za objaw uczuć.

Poniższe przykłady (to wcale nie są żarty!) najlepiej to zilustrują:

To nie humor, lecz tutejsza rzeczywistość
Starszy mężczyzna idzie drogą z małym koszyczkiem pod pachą i z maczetą (długim nożem) w ręku. Za nim postępuje kobieta z małym dzieckiem przy piersi, drugie, większe, prowadzi za rączkę, a na głowie ma zawieszony wypchany bilum (siatkę), przerzucony na plecy.
Zagaduję mężczyznę:
- Dokąd idziecie?
- Do kliniki - odpowiada.
- O, chory jesteś? Co się stało? - pytam.
- Nie, ja moją żonę prowadzę do kliniki, bo jest w ciąży i nie może urodzić dziecka, a czas minął.

Wyznanie kobiety
Przez kilka godzin, w słońcu, ciężko pracowałam w ogrodzie. Nawet nie zauważyłam jak podszedł do mnie pewien mężczyzna, złapał mnie, zgwałcił. Broniłam się, ale on nastraszył mnie sangumą (posłańcem śmierci), gdy mu się nie oddam. Nie powiedziałam o tym memu mężowi, bo by mi nie uwierzył i pobił, a nawet zabił.

Nauczycielka z Turinghi
Jak na kobiety w PNG, dobrze wykształcona, ukończyła nawet studium nauczycielskie. Pochodzi z wyspy Manus. Los rzucił ją na główną wyspę, gdzie poślubiła mężczyznę z takiego plemienia, w którym, według tradycji, pierworodnemu nie wolno nic robić ani w domu, ani w ogrodzie. Mąż okazał się pierworodnym. Mają kilkoro dorastających dzieci.
Ona pracuje w szkole od 8 rano do 4 po południu. Przed wyjściem musi wszystko przygotować, by mąż i dzieci nie byli głodni przez cały dzień. Po powrocie też musi zająć się przygotowaniem jedzenia oraz wszystkimi pracami w domu i w ogrodzie.
Przy tym warto podkreślić, że całe wynagrodzenie za pracę nauczycielską musi oddawać mężowi.

Pół żartem, lecz prawdziwie
Kobieta w średnim wieku przychodzi do księdza w parafii. Twarz ma pociągłą, smutną. Chce porozmawiać:
- Mój mąż mnie nie kocha - stwierdza.
- To niemożliwe - mówi proboszcz - znam go przecież i widzę, że się dobrze tobą opiekuje.
- To prawda - wyznaje kobieta - ale tak dawno mnie już nie bił, więc myślę, że mnie już nie kocha.

Ks. Krzysztof Morka SAC
Źródło: Horyzonty Misyjne nr 18 (1/2002)