Drodzy w Chrystusie! PDF Drukuj Email
Wpisany przez Ks. Jan Rykała SAC   
czwartek, 01 października 2009 20:59

Misjonarze pisząSporo czasu minęło od mojego ostatniego pisania i czas na nowo zacząć. W tym roku byłem na urlopie w Polsce. Wspaniały to czas wrócić znowu do miejsc i ludzi, których się zna i którzy czują tak samo jak ja, bez zbędnych tłumaczeń jak to niekiedy trzeba robić w Papui.

Choć tu już się "kręcę" od 15 lat i język znam tak jak polski, to jednak zawsze jest to inny kraj i kultura i chyba zawsze tak pozostanie. Pamiętam, jak na parafii w Turyngii, po jednych z rekolekcji charyzmatycznych, które nam się bardzo udały, jeden z liderów powiedział pełen entuzjazmu: "Ojcze, ty już jesteś jednym z nas, znasz nasz język, jesz nasze jedzenie, znasz naszą kulturę". Ja na to odpowiedziałem, że nigdy nie stanę się Papuasem, a zawsze będę Polakiem ...

... i będę myślał po polsku, a was też nie "przerobię" nigdy na kogoś innego, ale zawsze będziecie myśleli po swojemu.

Jedynie co wspólnie robimy to głosimy Królestwo Boże i chcemy wkładać w tę pracę wszystko co najlepsze jest w nas i naszych kulturach. Myślę, że to co , wtedy powiedziałem jest prawdziwe.

Pamiętam na początku mojej pracy tu w Papui, pojechałem na rekolekcje, które głosił jeden ze starych misjonarzy. Powiedział on, że misjonarze dzielą się na trzy rodzaje: tubylec, przyjazny obcokrajowiec i obcokrajowiec. Pierwszy to ten, który zapomina skąd przybył, ze wszystkich sił chce stać się jak mieszkańcy kraju, w którym pracuje. Drugi typ, to człowiek, który docenia zarówno swoją własną kulturę i jej dorobek oraz przyjaźnie odnosi się do wszystkiego dobrego z kultury kraju misyjnego. Trzeci typ, to misjonarz, który zamyka się w swoim sosie: narodowym, myślowym, kulturowym i broń Boże nie chce się niczego nauczyć lub przyjąć z kultury miejscowej i patrzy na wszystko z góry jako cywilizowany człowiek.

Na początku mojej pracy misyjnej te stwierdzenia wydawały mi się trochę przesadzone, jednak po latach doświadczeń misyjnych dochodzę do wniosku, że tak właśnie jest, jest to bardzo bliskie rzeczywistości. Sam na tzw. wprowadzenie misyjne poszedłem do australijskiego misjonarza, który okazał się typem tubylca. Spędził w jednej z parafii 7 lat, oddając ludziom wiele i żyjąc tak jak oni, dzieląc ich radości i smutki i na koniec ludzie mu powiedzieli: "nic dla nas nie zrobiłeś". Był bardzo rozgoryczony.

Spotkałem też przypadki obcokrajowców, z różnych krajów. Ci żywili się tylko na styl swego kraju, ubierali po swojemu, żyli tak jakby to byla enklawa ich kraju w Papui. Zwykle ci pierwsi i ostatni nie długo zabawili na ziemi papuaskiej. Najlepszy jest jak się wydaje tzw. złoty środek czyli przyjazny obcokrajowiec. Czyli misjonarz, który akceptuje zarówno swoją narodową tożsamość i kulturę, jak i kulturę i warunki życia w Papui. Jest to najlepsza postawa w pracy misyjnej, ale nie jest ona łatwa do osiągnięcia. Trzeba się jej ciągle uczyć, wzrastać ku niej.

Na początku mojej tu pracy, Papua wydawała mi się rajem na ziemi. Zachwyt ten jednak był krótkotrwały i potem rozpoczął się długi i bolesny okres, kiedy to wiele albo prawie wszystko mi się nie podobało, drażniło. Po dłuższym czasie tych zmagań ze sobą i papuaską rzeczywistością doszedłem do równowagi i stwierdzenia, że jest tu wiele dobra i piękna, w przyrodzie, ludziach i kulturze, ale jest i wiele zła i spraw, które trzeba przepracować w duchu Ewangelii Chrystusowej.

Kiedyś w żartach ktoś powiedział, że są trzy okresy w życiu misjonarza: pierwszy, kiedy jeśli mrówka lub inny insekt wpadnie do zupy to odstawia zupę. Drugi, kiedy to misjonarzowi nie przeszkadza i zupy nie odstawia tylko łyżką owada wyrzuca. I trzeci, kiedy bez czegokolwiek pływającego w zupie, zupy nie zje.

Jak patrzę na siebie po tych 15 latach, na przestrzeni których tu pracuję, widzę siebie jako przyjaznego obcokrajowca i tego, któremu obecność w zupie mrówki czy muchy nie przeszkadza, by ją zjeść. Chociaż z drugiej strony podtrzymuję to, co powiedziałem przed paru laty do mojego lidera w Turyngii, że zawsze będę czuł się Polakiem i myślał po polsku, aczkolwiek z całym kontekstem kultury papuaskiej, którą poznałem i którą w wielu jej aspektach szanuję i biorę pod uwagę w mojej pracy tutaj.

Ks. Jan Rykała SAC