Słowo Boże w językach papuaskich PDF Drukuj Email
Wpisany przez Ks. Piotr Czerwonka SAC   
środa, 25 marca 2009 20:49

Misjonarze pisząPragnienie przetłumaczenia słowa Bożego Starego i Nowego Testamentu na różne języki świata jest wielkim i trudnym zadaniem dla tłumaczy. W Papui Nowej Gwinei, gdzie jest ponad 800 tubylczych języków, jest to więc zadanie na wiele dziesiątków lat dla pasjonatów tego zajęcia.

Bez fascynacji i zacięcia w tej pracy oraz mocnej wiary, że praca nie pójdzie na marne, byłoby to chyba niemożliwe.

Tego zadania, przetłumaczenia Słowa Bożego na języki "papuaskie? podjęło się Papuaskie Towarzystwo Biblijne. Jest ono częścią Światowego Towarzystwa Biblijnego, tłumaczącego Biblię na różne języki świata.

Oprócz wielości języków do przetłumaczenia, dodatkową trudnością dla tłumaczy jest fakt, że tubylcze języki były i są językami mówionymi. Papuasi nie wymyślili ...

... alfabetu i pisma, dlatego wszystkie historie ich dziejów, zwyczajów itd. zachowały się tylko w ustnych przekazach, tzw. storach, czyli opowiadaniach przekazywanych przez ustną tradycję.

Do zapisania tych mówionych języków użyto alfabetu łacińskiego, a do niektórych wyrazów, tłumacze musieli wymyślić nowe czy dodatkowe litery, aby można zapisać dane słowo. Tak np. w języku abalam (jednego z dwóch języków tubylczych w parafii Ulupu) do alfabetu dodano "nowe?, litery: č, aa, ny. Dla przykładu: znaczy kobieta, yaapa ? ojciec, nyu ? drewno na opał.

Jeszcze inną trudnością dla tłumaczy jest skromne słownictwo języków tubylczych. Ludzie żyjący w buszu posługują się bardzo ograniczonym słownictwem, typu: polować, jeść, spać, walczyć itp., czyli określeniami ze swojego świata i codziennych zajęć. Z tego powodu jest to "wielka tajemnica wiary? jak na tego typu język można przetłumaczyć np. Prolog Ewangelii św. Jana o Słowie lub inne teologiczne fragmenty Pisma Świętego. Przetłumaczenie danego tekstu to jeden problem ? dla tłumaczy, a właściwe zrozumienie owego tłumaczenia to drugi problem ? dla Papuasów.

Przetłumaczenie słowa Bożego na język tubylczy jest pomocą dla ludzi w buszu, którzy nie znają języków pidżin lub angielskiego. Ludzie ci mogą spróbować przeczytać to, co Bóg im chce powiedzieć w ich własnym języku. "Spróbować? ? znaczy tutaj najpierw nauczyć ich czytać w ogóle oraz czytać z "nowymi? literami. Dla wielu ludzi z buszu, właśnie możliwość czytania Pisma św. w ich własnym języku jest najlepszą motywacją, aby się go uczyć. W tym wypadku praca tłumaczy ma sens i daje im dużą satysfakcję oraz przynosi ludziom korzyść duchową.

Gdy jednak ludzie znają język pidżin czyli język bardziej rozwinięty, praca tłumaczy jest w pewnym sensie marnowaniem czasu (i pieniędzy), gdyż ludzie ci nie czytają Pisma św. w ich języku tubylczym, który jest bardziej ograniczony, a przy tym nie umieją w nim czytać. Ludzie wolą czytać w języku pidżin, który znają i którym posługują się na co dzień. Przykładem są tłumaczenia słowa Bożego na języki abalam i buki czyli języki tubylcze używane w parafii Ulupu.

W roku 2002, w niedzielę biblijną (tutaj pierwsza niedziela sierpnia), do parafii Ulupu przyjechał Bob (nie pamiętam jego nazwiska), główny tłumacz Pisma św. na języki abalam i buki. Jak opowiadał Bob, sam najpierw nauczył się tych języków, a później, z pomocą najbardziej inteligentnych ludzi z danego regionu, tłumaczył słowo Boże na ich język. Tłumaczył je z języków greckiego i angielskiego. Członkowie Towarzystwa Biblijnego przetłumaczyli na język buki (a później pięknie wydali w USA) cały Nowy Testament oraz Księgi: Rodzaju, Rut i wybrane Psalmy. Natomiast na język abalam przetłumaczyli Ewangelię Łukasza i Księgę Jonasza ze Starego Testamentu.

W czasie wspomnianej niedzieli biblijnej Bob poprosił, aby podczas Mszy św. przeczytać czytania w językach abalam, buki i pidżin. Do czytań mszalnych wybrano najlepiej czytających, do trudniejszego języka buki wybrano wieloletniego nauczyciela. Przed Mszą św. wielokrotnie ćwiczył, aby jak najlepiej przeczytać. Natomiast w czasie czytania było widać, jak wielką trudność stanowiło to dla niego (już nie mówiąc o zwykłych ludziach), aby przeczytać ten mówiony język. Trudnością był brak praktyki w czytaniu, nowe litery oraz tłumaczenie, gdzie niekiedy dany klan trochę inaczej wyraża czy akcentuje słowa.

Po Mszy św. Bob rozmawiał z ludźmi w językach ich przodków, ale na tym wszystko się skończyło. Bob zostawił mi kilkanaście egzemplarzy Pisma św. w obu językach, które przekazałem do szkoły podstawowej. W szkole był kiedyś program nauczania ? program ? marzenie, aby w nauczaniu początkowym uczyć dzieci ich języka tubylczego. Ale niestety program ten umarł śmiercią naturalną, gdyż sami nauczyciele mieliby z tym kłopot.

Wielka praca Boba i jego współpracowników poszła w pewnym sensie na marne, albowiem ludzie nie korzystają z jego pracy, czyli nie czytają Pisma św. w językach abalam i buki, wolą bogatszy w słownictwo i używany na co dzień język pidżin. Niewątpliwie pewnym pożytkiem ? oprócz jeszcze dwóch języków na światowej liście przetłumaczenia Biblii ? z tej jego pracy jest zapisanie języków, aby nie zaginęły.

Czasami z tym zapisaniem języka mówionego trzeba się pospieszyć, aby nie został zapomniany na zawsze. Albowiem różne przyczyny wpływają, że młodsze pokolenie nie zna języka przodków. Tymi przyczynami są: emigracja do miasta, znajomość języka pidżin, który ? jak mówią ? im wystarczy czy po prostu niechęć rodziców, aby rozmawiać z dziećmi w języku ich przodków albo jeszcze inne powody.

Język tubylczy trwa, jeżeli jest używany, wraz z lokalną tradycją czy zwyczajami. Jeżeli jednak i one zanikają wraz z rozwojem cywilizacji, zanika też i język, w którym zwyczaje i tradycje były przekazywane.

Proces przemian cywilizacyjnych w PNG trwa, dlatego tłumacze słowa Bożego na tubylcze języki są chyba jedynymi ludźmi, którzy ratują niektóre języki tubylcze przed zapomnieniem.

Ks. Piotr Czerwonka SAC