Święcenia w parafii PDF Drukuj Email
Wpisany przez Ks. Paweł Kotecki SAC   
niedziela, 26 października 2008 16:53

Z życia misjonarzyTego roku, święcenia w diecezji Wewak odbyły się w inny sposób niż zawsze. Nie odbyły się one w katedrze w mieście, kandydat do święceń nie został również wysłany do Rzymu. Odbyły się one po raz pierwszy w historii diecezji w rodzinnej parafii diakona (już księdza) Calixtusa Manse, czyli na Kairiru.

Z obawą rozpocząłem przygotowania do tego wydarzenia. Ja nowy, ludzi jeszcze dokładnie nie poznałem i nie wiedząc kogo na co stać, postanowiliśmy razem zorganizować tę uroczystość.

Podzieliliśmy obowiązki: grupa muzyczna (przygotowywali się prawie 2 miesiące, ale było widać efekty ciężkiej i mozolnej pracy), komitet d.s. środków transportu (wszak gości trzeba było ...

... jakoś dowieźć ze stałego lądu), komitet d.s. wyżywienia (nie ma nic gorszego jak człowiek głodny, bo jest wtedy zły), komitet d.s. finansowych (niestety, tu też nic nie dostaje się za darmo). I tak po kilku miesiącach gorących przygotowań nadszedł punkt kulminacyjny: dzień imienin ks. Calixtusa 14 października, dzień święceń.

Z godziny na godzinę, z minuty na minutę oczekiwanie na rozpoczęcie tej wyjątkowej sytuacji osiągało apogeum. Liturgii przewodniczył nasz diecezjalny biskup Anthony Burgess przy licznym udziale księży, sióstr i braci pracująch w naszej diecezji. Tuż po święceniach spotkaliśmy się na wspólnym posiłku przygotowanym dla gości. A czego tam nie było. Tak dla ciekawostki - ludzie potrafili nawet popłynąć łódką do sąsiedniej parafii Voceo przez otwarte morze (kilka godzin motorówką) by przywieźć.... świnie. Mówili, że owszem, w mieście "żywa wieprzowinka" też jest, ale to nie to samo co z wyspy Voceo. Jak uradzili, tak zrobili. Wypłynęli o 4 rano, wrócili dnia następnego pod wieczór.

Po wspólnym poczęstunku (czyt. obżarstwie) goście udali się w kierunku przystani, by dopłynąć do swoich domów na stałym lądzie. Morze, jak niektórzy mi mówili, było wzburzone. Ale łódki były cięższe niż rano więc za bardzo nie kołysało. Dlaczego cięższe? Z jednej strony przyczyną było pyszne jedzenie, a drugi powód: bagaż wspomnień, który każdy z gości zabrał ze sobą do domu.

Ks. Paweł Kotecki SAC