Misyjny słowniczek - część XVII PDF Drukuj Email
Wpisany przez Ks. Jan Rykała SAC   
sobota, 10 listopada 2007 13:44

CiekawostkiW. Wojny plemienne
W górskich rejonach PNG, gdzie klimat jest sporo chłodniejszy niż w jej tropikalnej części co jakiś czas toczą się wojny plemienne. Jest to zjawisko, które było "od zawsze" w tych rejonach. Niektóre plemiona zawsze były sobie wrogie i prowadziły ze sobą wojny.

W ostatnich latach częstym pretekstem do rozpoczęcia wojny są wybory do parlamentu. Każde z plemion ma oczywiście swego kandydata, a że ich jest wielu zawsze przegrywają nie otrzymując wystarczającej liczby głosów. Wtedy plemiona te nawzajem się oskarżają i rozpoczyna się wojna od jakiegoś incydentu jak napad, gwałt, rabunek itp. Wtedy klan, który doznał ...

... krzywdy, a jest za słaby, by sam walczyć szuka sojuszników w obrębie swego plemienia. Kiedy takich znajdą ruszają do walki.

Zanim dojdzie do bitwy jest wiele krzyku - oskarża się drugą stronę, wyśmiewa, wzywa do walki. Do walki używane są zarówno tradycyjne narzędzia, jak łuki, strzały czy dzidy, ale także siekiery, maczety oraz nowoczesna broń palna. Oczywiście giną ludzie, są niszczone domostwa, ogrody i poletka. Często nie oszczędzane są także szkoły, szpitale, domy parafialne. Misjonarz zwykle próbuje zatrzymać rozwój wydarzeń, kiedy one są jeszcze w zarodku, jeżdżąc od plemienia do plemienia, spotykając się z ich liderami i próbując wyjaśnić wątpliwości i nieporozumienia, lecz, niestety, rzadko kiedy to się udaje.

Kiedy rozpocznie się wojna to wszelkie apele misjonarza o jej przerwanie i zakończenie są nieskuteczne. Misjonarz wtedy zwykle pilnuje stacji misyjnej, by jej nie rozkradli lub nie zniszczyli. Wielkim problemem są wtedy ranni, których trzeba transportować do szpitala. Moja stacja misyjna stała na terytorium jednego plemienia, a droga do miasta była na terenie drugiego. Kiedy przynosili mi rannego i trzeba było z nim jechać do miasta, do szpitala miałem wielki dylemat, bo pomagając jednym mogłem być wzięty za wroga drugich. Była to strasznie niezręczna i stresująca sytuacja, bo wioząc rannego do szpitala przez terytorium wroga mogłem zostać zatrzymany i zabity. Nie mogąc wymówić się od pomagania jednej stronie, na której terytorium mieszkałem, musiałem pomagać i drugiej bym nie został wzięty za ich wroga. Najlepiej byłoby nie pomagać nikomu, lecz taka sytuacja jest trudna do przeprowadzenia.

Wojna trwa zwykle do czasu aż wygaśnie wola walki i wtedy następuje "zawieszenie broni", ceremonia złamania długich łodyg trzciny cukrowej na znak, że obie strony nie będą już walczyć. Zwykle taka ceremonia odbywa się w obecności kogoś z lokalnego rządu, jest wtedy wiele przemówień, zapewnień o dobrej woli obu stron. Nie zawsze jednak po tej ceremonii wojna się kończy, niekiedy jakieś niezadowolenia poszczególnych klanów powodują wybuch konfliktu na nowo. Po zakończeniu wojny obie strony zwykle przez długi czas się nie kontaktują ze sobą. Każda trzyma się swego terytorium. W obrębie każdego plemienia rozpoczyna się ocena strat i ich naprawianie. Klan, który wywołał wojnę musi zapłacić odszkodowanie sojusznikom, którzy stracili ludzi, domostwa, ogrody. Wypłacanie tych odszkodowań rozciąga się na lata. Trzeba przygotować pieniądze i odpowiednią ilość świń. Kiedy wszystko jest gotowe następuje ceremonia wypłacania, a wtedy całe plemię gromadzi się i wśród śpiewów oraz tańców procesyjnie przynoszone są pieniądze powkładane w długie drągi bambusowe oraz przyprowadzane są świnie.

Towarzyszą temu też zawsze kłótnie, jeżeli ktoś dostanie mniejsze odszkodowanie niż się spodziewał lub został pominięty. To wypłacanie odszkodowań może dokonywać się w kilku ratach. Jeśli całość jest wypłacona znaczy to, że są gotowi do następnej wojny.

Ciąg dalszy nastąpi...
Ks. Jan Rykała SAC