Szkoła dla niepełnosprawnych dzieci PDF Drukuj Email
Wpisany przez Ks. Piotr Czerwonka SAC   
piątek, 20 kwietnia 2007 19:43

Misjonarze piszą
W wiosce Yanigo w parafii Ulupu znajduje się szkoła dla dzieci niepełnosprawnych, tj. nie słyszących, nie mówiących, niewidomych oraz z problemami stawów rąk, nóg itp.

Słowo "szkoła" trzeba wziąć tu w cudzysłów, gdyż jest to szkoła na poziomie papuaskim. Salka szkolna została wykonana z buszowego materiału, ze skromnymi pomocami naukowymi (tablice, książki itp.). Dziećmi zajmują się lokalni nauczyciele, którzy ukończyli kilkutygodniowe kursy. Dzieci niepełnosprawne pochodzą z całej parafii, kilkoro z innego regionu (jeżeli mają w pobliżu ...

... ziomka, który mógłby się nimi zaopiekować, tj. zapewnić jedzenie, spanie itp.). W prowincji, jak na razie, jest to jedyna taka szkoła w buszu.

W szkole dzieci uczą się najpierw języka migowego (niewidzące braila), aby poprzez ten język poznawać różne sprawy, no i oczywiście mieć kontakt z otoczeniem, rodziną i innymi dziećmi.

Jak wiele spraw w Papui "kuleje", tak i ta szkoła ma swoje problemy, a podstawowe to: małe zainteresowanie ze strony państwa i "lokalnej edukacji", (pomoc pochodzi z australijskiej organizacji dla niepełnosprawnych o nazwie Callan). Drugą przeszkodą jest wiara rodziny, że dziecko jest niepełnosprawne przez złego ducha i nic się nie da zrobić, że to "ślepy los" i przeznaczenie, że tak musi być - a co za tym idzie, bierność rodziny w pomocy swojemu dziecku.

Część rodziców sama nie chodziła do szkoły, toteż "nie czują", nie rozumieją potrzeby nauki. Mają też sami problem z nauką języka migowego. Przeważnie kończy się na relacji z dzieckiem typu: jeść, iść, spać.

Sama szkoła powstała w 2000 roku. Choć był to pierwszy rok jej działalności, korzenie sięgają roku 1990, kiedy w wiosce powstała grupa Miłosierdzia Bożego im. Siostry Faustyny. Zresztą później szkoła otrzymała imię s. Faustyny Kowalskiej. W roku 1990 grupa kilkunastu osób postanowiła pomagać - na ile ich stać - osobom starszym i biednym. W tygodniu mieli dzień odwiedzin, wspólnej modlitwy i małej pomocy, jak przyniesienie wody ze źródła czy drewna na opał itp.

Na bazie tej działalności charytatywnej zostali skontaktowani przez księdza z organizacją pomagającą ludziom niepełnosprawnym Callan (nazwa pochodzi podobno od miejscowości w Irlandii, gdzie Edward Rice założył organizację pomocy osobom niepełnosprawnym), której siedziba znajduje się w Wewak.

Dzięki tej relacji i wspólnym kontaktom kilku bardziej wykształconych ludzi poszło na podstawowy kurs przygotowujący do pracy z osobami niepełnosprawnymi. Po tym kursie zostali oni łącznikami między niepełnosprawnymi osobami w buszu a organizacją Callan.

W tym czasie powstała też druga grupa czy też część grupy charytatywnej, tzw. C.B.R., co można przetłumaczyć jako podstawowa rehabilitacja we wspólnocie miejscowej. Grupa C.B.R. zaczęła najpierw organizować pierwsze kontakty z kliniką dla niepełnosprawnych, niesłyszących i niemówiących przy Callanie w Wewak.

Później zapraszani lekarze australijscy przyjeżdżali do pobliskiego miasteczka Maprik, gdzie wykonywali różne zabiegi i operacje. Grupa informowała o specjaliście, który co jakiś czas (raz czy dwa razy w roku) przyjeżdżał na tydzień. Pacjentów miał od rana do wieczora, gdyż informacja rozchodziła się po całym dystrykcie, a nawet dalej, i przyciągała coraz liczniejszych pacjentów.

Do szkoły przyjeżdża co jakiś czas pracownik Callanu, aby pomagać w ćwiczeniach z chorymi, którzy mają powykręcane ręce, nogi itp.

Te kontakty i współpraca przyczyniły się do powstania szkoły dla niepełnosprawnych dzieci w wiosce Yanigo. Dwóch członków grupy zostało wysłanych wcześniej na kilkutygodniowy kurs. Nauczyciele zaczęli bardzo ambitnie i z werwą swoją nową pracę, ale, jak to bywa, nikt nie będzie pracował za darmo czy tylko za ziemniaki od poniedziałku do piątku. Tutaj potrzebna jest pomoc państwa - środki na wypłaty dla nauczycieli. Ale, jak to w polityce bywa, było dużo pięknych zapowiedzi i nic poza tym. Pomoc w postaci ofiarowania prezentów z ogrodu tj. ziemniaków, bananów itp. nie wystarczy.

Mimo tylu trudności, dzięki pomocy grupy charytatywnej, Callanu i lekarzy specjalistów, wielu osobom poprawił się słuch, wzrok, sprawność. Oprócz normalnych wyzdrowień jest kilka przypadków dużej poprawy zdrowia czy sprawności w życiu.

Pewien starszy człowiek, który dawniej całymi dniami siedział przy domu - nie słyszał, nie mówił i był niemal niewidomy, a przez to skazany na pomoc innych, dzięki pomocy grupy, operacji oczu i narządów słuchu zmienił sposób życia, a w końcu nauczył się trochę języka migowego i stał się samodzielny. Dziś pomaga w Kościele, pilnuje dyscypliny i pomaga innym niepełnosprawnym.

Drugi przypadek to młody chłopak, który poruszał się czołgając się po ziemi, a dzięki pomocy i operacji dziś chodzi o kulach i uczęszcza do miejscowej szkoły podstawowej.

Te i inne przypadki uzdrowienia są żywymi świadectwami, że warto pomagać (dla grupy), że warto walczyć ze swoim kalectwem (dla chorych) i warto wierzyć, że można polepszyć stan zdrowia (dla rodziny).

W ubiegłym roku, w czasie święta parafialnego, dzieci niemówiące ze swoimi zdrowymi rówieśnikami "zaśpiewały" dwie piosenki - część była śpiewana przez dzieci zdrowe, a część pokazywana językiem migowym przez dzieci niemówiące. Później pokazały jeszcze przedstawienie biblijne: Pan Jezus uzdrawia chorego. Pewien niewidomy chłopiec pięknie zaśpiewał i zagrał na gitarze jedną piosenkę dla Matki Bożej, a drugą dla Pana Jezusa. Grupa charytatywna ugotowała smaczne potrawy.

Cały zysk ze sprzedaży był przeznaczony na wyjazd dzieci niepełnosprawnych na dzień sportu organizowany przez Callan. Obecnie kilkoro dzieci niepełnosprawnych poszło do normalnej szkoły podstawowej i uczy się ze zdrowymi dziećmi. Jaka będzie przyszłość szkoły dla niepełnosprawnych dzieci w Yanigo, czas pokaże. Trzeba być dobrej myśli, że nauka będzie kontynuowana... a może w przyszłości szkoła będzie niepotrzebna, gdyż wszystkie dzieci będą zdrowe i trzeba będzie ją przenieść w inne miejsce, gdzie będzie bardziej przydatna.

Ks. Piotr Czerwonka SAC